poturczeńcy

30 styczeń 2008

“… o Franciszku u jego bracie nic się dowiedzieć nie można. Jednak słuchaj i rozważ te nieprzewidziane rzeczy: Oni się zbisurmanili. Jaki powód do tego, nikt nie zgadnie, jeśli nie Wallenroda Mickiewicza naśladują. Nie mogę tego postępku połączyć z opinią, która zawsze miałem o Franciszku. Że tak jest, wiele jest dowodów: konsul bowiem austriacki ze stolicy zawojników przysłał paszporty Katarzyńskich […] do Krakowa z doniesieniem, że ci ludzie, mimo wszelkich przedstawień do niego poczynionych, dali sobie poobcinać. Niech ta wieść się dalej nie rozchodzi, aby nie doszła uszów biednej matki…”

1829


płeć niepiękna

26 styczeń 2008

“Stadtwald [w Budapeszcie] jest małym wiedeńskim Praterem. Na bitym gościńcu formującym duże koła krążyła powoli znaczna liczba powozów, w których wystrojona płeć piękna świeżego używała powietrza. Na pierwszy rzut oka można odróżnić od innych kobiety narodowości madiarskiej, którą tylko dla zwyczaju płcią piękną nazywam, bo ta nazwa, przeciwnie, przysłużać by powinna mężczyznom tej narodowości; ich bowiem wspaniałe i imponujące twarze z pięknym układem ciała odbierają kobietom pierwszeństwo, gdy te ogólnie, z małymi wyjątkami, są smagławe, z surowym i częstokroć odrażającym spojrzeniem. “

Henryk Bogdański, Dziennik podróży z lat 1826-1827

***

Bardzo surowy był Bogdański dla Węgierek i zupełnie niezasłużenie… Ale de gustibus non est disputandum…


Gellerthegy

24 styczeń 2008

“Tę górę, która piękną, ku Dunajowi nachyloną kończy się skałą, nazywają [...] Górą Świętego Gerharda, co stąd pochodzi: gdy Andrzej I, król węgierski, w środku XI wieku upowszechnioną przez Stefana I Św. religię chrześcijańską niszczyć, a poganizm na powrót zaprowadzać zaczął i zwolennicy poganizmu zabijali w kraju księży i niszczyli kościoły, natenczas Gerhard, Niemiec, biskup z Csanad, niegdyś nauczyciel Emeryka świętego, syna Stefana I, jechał z innymi powitać króla i odwieść do od prześladowań chrześcijaństwa; w drodze niedaleko Budy byli przez przeciwników chrześcijaństwa napadnięci i towarzysze Gerharda pozabijani – jego zaś porwał niejaki Koragi i z innymi szaleńcami wyniósł na szczyt góry koło Budy i stamtąd strącił go w dół ku Dunajowi w taczkach – gdy potłuczony biskup żył jeszcze, przekłuto go dzidą w piersi. Później, gdy Gerhard w poczet świętych został policzony, zaczęto na jego pamiątkę nazywać tę górę Górą Świętego Gerharda. Legenda opowiada, że na tej górze ku czci tego świętego wybudowano kaplicę, do której, gdy ktokolwiek z pokolenia Koragiego wszedł, dostawał zawsze wielkiego rozwolnienia.”

Henryk Bogdański, Dziennik podróży z lat 1826-1827


podróż parowym powozem

22 styczeń 2008

“Drogi żelazne, założone dla obsługi wszystkich wielkich manufaktur, zaczynają teraz przystosowywać dla podróżnych i dla handlu; jednakże nie pochwalam tych ostatnich zamiarów. Droga żelazna to wynalazek niedoskonały, przeszkadza w cyrkulacji, wymaga świetnego wyrównania terenów, a to jest bardzo kosztowne i w wielu okolicach niemożliwe. Wraz z udoskonaleniem machin parowych inne silniki zostaną obmyślone, koleje żelazne porzucone, a ich szczątki będą przypominały dziecięce lata tego wynalazku. Przepowiadam upadek kolei żelaznych. Znasz bez wątpienia sposób, w jaki podróżuje się na tych kolejach żelaznych; powozy przyczepione jeden do drugiego toczą się gładko, z szybkością konia w pełnym galopie, ale prawie nie czuć ruchu, i to wszystko. Wrażenie, jakie odnosi się podczas takiej jazdy, jest właściwie żadne, a raczej jest się rozczarowanym, ponieważ każdy wyobraża sobie, że dozna wrażeń lotu ptaka, tymczasem odczuwa się tylko odprężenie, jak na wygodnej kanapie w zamkniętym powozie, czy pęd wiatru w otwartym powozie. Szybkość, z jaką podróżuje się koleją żelazną, jest tak wielka, że wywołuje przeciwny wiatr i dość zabawnie jest widzieć, jak uginają się drzewa w jedną stronę, a z drugiej wieje dość gwałtowny wiatr. Podczas podróży z Malines do Brukseli znalazłem się w towarzystwie czterystu podróżnych. Chcąc wsiąść do parowego powozu, trzeba poddać się wszystkim formalnościom stosowanym zwykle przy wejściu do teatrów.”

Aleksander Jełowiecki, z listu do Ksaweryny Chodkiewiczowej, 20 września 1835 roku.


wypiski o występku, tożsamości i poznaniu

19 styczeń 2008

“Wydaje mi się, że większość geniuszy naszych czasów składa się z nieszczęść, błazeństwa i nadzwyczajnych zdolności. Nie chciałbym jednak płacić ich wadami za ich zalety.”

Astolphe de Custine do Alexisa de Tocqueville

***

“Istotnie … był on niezwykłą, nieszczęśliwą osobą, kimś, kto poddaje się ogólnemu potępieniu z pochyloną głową. Był lojalny, hojny, uczciwy, miłosierny, wymowny, uduchowiony – niemal filozof; postać wybitna, prawie poeta. [...] Taki był ten gorliwy katolik, ten zmysłowy mistyk, ten subtelny, poetycki i wzniosły talent. A jednak gubił go występek [...] jego surowe sumienie uginało się pod brzemieniem wstydu, [...] jak wyrzutek pochylał głowę przed społecznością wartą chyba mniej niż on sam.”

Philarete Chasles o Astolphie de Custine, wspomnienia z lat 1876-1877

***

“Custine próbował wieść życie godne szacunku. Ożenił się i miał dziecko [...]. Homoseksualizm, będący najprawdopodobniej źródłem wielkiego cierpienia dla tego głęboko wierzącego katolika, dotarł do wiadomości ogółu z powodu skandalu, który wydarzył się w 1824 roku, kiedy Custine miał trzydzieści cztery lata. Markiza znaleziono wówczas pobitego i na wpół nagiego na drodze do Saint-Denis. Jak się później okazało, napadła na niego grupa żołnierzy, z których jeden miał z nim miłosną schadzkę. Ujawnienie tego wydarzenia sprawiło, że przez jakiś czas drzwi salonów francuskiej arystokracji były dla niego zamknięte lub że uczyniono mu tam wstręty.”

***

“Możemy się domyślać, chociaż nie ma na to bezpośrednich dowodów [...], że przyczyną jego głębokiego cierpienia był homoseksualizm. Pisarz był przez jakiś czas żonaty, a jednocześnie związany z Edwardem de Saint-Barbe, Anglikiem, którego rodzina pochodziła z Francji i który stał się towarzyszem jego życia. Tragiczna przedwczesna śmierć żony i syna pozwoliła mu żyć tak, jak tego chciał. Ponieważ był żarliwym i konserwatywnym katolikiem, więc trudno przypuszczać, że był w stanie pogodzić wiarę ze swym życiem seksualnym. Nie był szanowany przez własne środowisko. Pisarze i artyści, jego nowi (po skandalu) towarzysze, równeż go nie zaakceptowali. Saint-Beuve, najbardziej wpływowy krytyk literacki tamtego okresu, pisał bez ogródek: “Custine ma tu tak złą reputację, co jest aż nadto uzasadnione ze znanych powodów natury moralnej [...], że chociaż ludzie go czytają i lubią, to nikt go nie podziwia. Koniecznością stała się dla niego ucieczka”. Stendhal zawsze znajdujący się w kłopotach finansowych, pisał w liście do angielskiego przyjaciela, napomykając o homoseksualizmie Custine’a, że “bardziej niż prowadzenie się plami go bogactwo.” Jego biograf Pierre de Lacretelle pisał w 1956 roku: “Przez jednych traktowany z pogardą, przez drugich z litością, był problemem dla wszystkich.”

***

“Być może jego społeczne wyobcowanie uległoby zapomnieniu w miarę upływu czasu od skandalu [...]. Wydaje się jednak, że w pewien sposób Custine z odwagą przyjmował swobodę życia z ludźmi o tej samej skłonności. Jak gdyby dla pogłębienia wyobcowania pisarza, mężczyźni ci, a przynajmniej dwaj spośród najważniejszych, byli cudzoziemcami. [...] Edward de Saint-Barbe był Anglikiem, a wielką namiętnością jego późnego wieku był młody Polak Ignacy Gurowski. Żaden z nich nie mógł należeć do towarzystwa na tej samej zasadzie co żony. Prawdopodobnie większość pozostałych kochanków Custine’a pochodziła z niższych sfer. Cudzoziemcami byli również niektórzy jego najbliżsi przyjaciele [...]. Adresatkami większości jego korespondencji [...] były kobiety.”

***

“Olivier Gassouin, autor książki Le Marquis Custine. Le courage d’etre soi-meme, uważa wierność Custine’a wobec idei wolności osobistej – wyrażoną w akceptacji własnego homoseksualizmu – za podstawę jego widzenia Rosji. Julien-Frederic Tarn, najbardziej przychylny z biografów Custine’a, tłumaczy niezwykłą rozległość, głębię i przenikliwość La Russie en 1839 osobowością i trudnym położeniem pisarza, którego “bezlitosne jasnowidzenie” było możliwe dzięki “wieloletniemu doświadczeniu komedii salonów i wielkoświatowego udawania oraz [...] dzięki schizofrenicznej nadwrażliwości homoseksualisty [...] i mistyka”. W tym kontekście umieszcza Tarn metodę Custine’a, “która polega na mnożeniu punktów widzenia [i nazw!], pokazuje najbardziej odmienne i najmniej oczekiwane ujęcia oraz posługuje się ostro skontrastowanymi światłami w celu stworzenia pełnego obrazu rzeczy, jaką opisuje.”

Irena Grudzińska-Gross, Piętno rewolucji. Custine, Tocqueville i wyobraźnia romantyczna


stan (feministycznej) świadomości

18 styczeń 2008

Ciekawostka sprzed kilku lat. A dokładniej – z opakowania po rajstopach firmy No nonsense. National’s Women’s History Project w supermarkecie. Do każdej pary dołączono notki biograficzne o wybitnych osiągnięciach wybitnych kobiet. Dla ludu, który nosi rajstopy. Do masowej konsumpcji. Ot, taka akcja afirmacyjno-edukacyjna. Proste, nie?

rajstopy_historia_kobiet1.jpg rajstopy_historia_kobiet2.jpg

Kojarzy mi się reklama Gatty z Justyną-Steczkowską-której-męża-kręcą-nogi-w-rajstopach… A tu: Recognizing and Celebrating Women’s Accomplishments…

Odmienne stany świadomości.


Niemiec-czarownik

11 styczeń 2008

„W dwóch czy trzech wsiach położonych w pobliżu miasta, w niemieckiej kolonii, mieszkało paru Niemców „komstników“, mających zdolności „pośpiewać“. Jak kto miał złość na kogo, szedł do tego Niemca, płacił dużo pieniędzy i kazał przeciwnika „pośpiewać“. Niemiec wychodził na rozstaje drogi i czytał, podobno psalmy, jednocześnie jakby utrzymywał sekretne porozumienie z diabłem. Nie wtajemniczał nikogo, nie zdradzał przed nikim swoich czarów. „Pośpiewany“ chudł, mizerniał, ginął. „Komsta“ niszczył wyłącznie wtedy, kiedy zemsta była słuszna.“

Mazowsze, przełom XIX-go i XX-go wieku.


od knura pogryziony

9 styczeń 2008

“Nagła śmierć przecięła niespokojne, ruchliwe, obfitujące w sprzeczności i niezwykłe przygody życie Aleksandra Sapiehy. Zmarł 9 września 1812 r., w chwili, gdy wojska napoleońskie zbliżały się do Moskwy, pogryziony przez knura w majątku Dereczyn koło Słonimia, w obwodzie grodzieńskim.”

w: Aleksander Sapieha, Podróże po krajach słowiańskich odbywane (1983).

***

Taki knur – zabójcze źwierzę… A Sapieha podobno był agentem tajnych służb carskich i francuskich…


oratorstwo jako sztuka, czyli “Thank you, Iowa”

5 styczeń 2008

Kiedy wczoraj w hotelu przez kilka godzin oglądaliśmy relacje z prawyborów kandydatów prezydenckich w Iowa, przypomniałam sobie, co niedawno przeczytałam u Camille Paglia – jedną z najważniejszych sztuk praktykowanych w Ameryce jest oratorstwo.

Większość politycznych analityków i komentatorów zgodnie mówi, że wczorajszy dzień był jednym z historycznych momentów w dziejach Stanów Zjednoczonych. Iowa, rolniczy stan tzw. Środkowego Zachodu (Midwestu), stan zachowawczy, religijny i tradycjonalny, to kwintesencja prowincjonalnej (czyli tej większej) Ameryki. Jak zauważył jeden z komentatorów, w Iowa nigdy w historii nie wybrano czarnego kadytata na żadne wysokie stanowisko. W ostatnich wyborach parlamentarnych Iowa zmieniła kolor z niebieskiego (demokratyczny) na czerwony (republikański). Jednak wczoraj stało się coś wyjątkowego – Barack Obama w partyjnych wyborach pobił na głowę Johna Edwardsa i – najbardziej zaskakujące – Hillary Clinton.

Lubię Baracka. Po raz pierwszy słyszałam go kilka lat temu w wywiadzie radiowym i zrobił wtedy na mnie ogromne wrażenie, bo to mądry człowiek. Ale muszę przyznać, że nie wierzyłam w jego zwycięstwo w Iowa. Większość obserwatorów nie miała wątpliwości, że fundusze wyborcze Hillary i dodatek w postaci Billa Clintona zmiażdżą jej przeciwników. Ale o ile za cztery dni w New Hampshire nie stanie się cud, Clinton wypadła z gry. Pozostanie Obama i Edwards.

Komentatorzy podkreślają zgrzyt w programie Clinton: z jednej strony jej slogan wyborczy mówi: „Czas na zmiany“; z drugiej strony roi się wokół niej od wysokich urzędników związanych z administracją Clintonowską. Wielu wątpi, czy „zmiany“ to czasem po prostu nie „zamiany“. Image polityczny Hillary także zdaje się raczej jej przeszkadza, niż pomaga. Jak wczoraj usłyszałam w wywiadzie z uczestnikami prawyborów, Hillary pozostawia wrażenie bardzo inteligentnej i doświadczonej politycznie, ale nie inspirującej. Hillary brak charyzmy jej męża (zdaje się za to, że Chelsea Clinton ją odziedziczyła). Hilary to żelazna dama (choć Margaret Thatcher zdaje się miała więcej ciepła…). Ale czy to wystarczy, żeby dostać nominację? Zwłaszcza w konfrontacji z takim charyzmatem, jaki wczoraj pokazał Barack? Wątpię. Z ciekawostek, liczono na to, że Clinton poprą masowo kobiety w średnim wieku, jej rówieśnice, uczestniczki rewolucji feministycznej lat 60-tych i 70-tych. Ale tak się nie stało. Te kobiety w większości poparły Obamę.

Barack Obama wygłosił wczoraj powyborcze przemówienie, które komentatorzy uznali za historyczne. Wspaniałe przemówienie, pojednawcze, jednające, patriotyczne, porywające, emocjonalne, z wizją i nadzieją. Przemówienie, w którym pobrzmiewały słowa Martina Luthera Kinga. Przemówienie godne prezydenta.

Oratorstwo jest sztuką. Wielką sztuką wyzwoloną, ważniejszą może od malarstwa czy rzeźby. Zwłaszcza, gdy słowa trwają, inspirują i dają nadzieję – “hope for change”.

Na stronie wyborczej Obamy jest video i tekst wczorajszego przemówienia.


zdaje się początek nowego roku

3 styczeń 2008

Wakacje się skończyły. Wracamy do pracy.

Z dna tacki na rzeczy do skanowania na lotnisku wyziera reklama sklepu z butami: “Tu układasz swoje buty. A tu je kupisz: www. … …” Potęga wolnego handlu.

Swobodnego przepływu informacji wszystkim życzę na ten Nowy Rok! (I butów wygodnych. Też.)