“Tę górę, która piękną, ku Dunajowi nachyloną kończy się skałą, nazywają [...] Górą Świętego Gerharda, co stąd pochodzi: gdy Andrzej I, król węgierski, w środku XI wieku upowszechnioną przez Stefana I Św. religię chrześcijańską niszczyć, a poganizm na powrót zaprowadzać zaczął i zwolennicy poganizmu zabijali w kraju księży i niszczyli kościoły, natenczas Gerhard, Niemiec, biskup z Csanad, niegdyś nauczyciel Emeryka świętego, syna Stefana I, jechał z innymi powitać króla i odwieść do od prześladowań chrześcijaństwa; w drodze niedaleko Budy byli przez przeciwników chrześcijaństwa napadnięci i towarzysze Gerharda pozabijani – jego zaś porwał niejaki Koragi i z innymi szaleńcami wyniósł na szczyt góry koło Budy i stamtąd strącił go w dół ku Dunajowi w taczkach – gdy potłuczony biskup żył jeszcze, przekłuto go dzidą w piersi. Później, gdy Gerhard w poczet świętych został policzony, zaczęto na jego pamiątkę nazywać tę górę Górą Świętego Gerharda. Legenda opowiada, że na tej górze ku czci tego świętego wybudowano kaplicę, do której, gdy ktokolwiek z pokolenia Koragiego wszedł, dostawał zawsze wielkiego rozwolnienia.”
Henryk Bogdański, Dziennik podróży z lat 1826-1827
24 styczeń 2008 o 6:46 pm |
ale dlaczego rozwolnienia? mało honorowa zemsta;)
24 styczeń 2008 o 10:44 pm |
Oto jest pytanie…?
Niezbadane są wyroki boskie… I rzeczywiście, niezbyt honorowo.