przełom duchowy księżnej Bożenny

28 marzec 2008

Wpis o koniu-chamie i koniu arystokracie wywindował mi klikalność na bloga tak, jak wtedy kiedy dałam link do jednego mojego wpisu na forum… Widać koń ciekawszy niż oryginalne ramoty Ali. I choć rodzeństwo narzeka, że blog zszedł na psy, że już zupełnie nie ma co czytać i że zachodzi tylko po to, żeby sprawdzić, czy żyję, to będzie znowu cytat. I już. :P

“Zniechęcenie jej rosło, jakby raz powstały zgrzyt zwiększał się i dokuczał przykrym głosem dysonansu. Zgrzyt ten budził wszystkie komórki duszy, wnikał do najtajniejszych skrytek, zakamarków i gospodarował w nich brutalnie, bez względu na wszelkie prawa psychologiczne i indywidualne, będące u księżnej w silnem opancerzeniu [...] Intelektualną rewolucję starego porządku burzyła natychmiast kontrrewolucja nowych myślowych prądów. Zmagały się siły dość nierówne. Zastarzały nieco w żyłach sybarytyzm, lenistwo sferowe i atawistyczna skala niektórych pojęć o epkurejskim zabarwieniu, z nową falą krwi gorącej i purpurowej. Niosła ona huraganem do czegoś, co wymaga ruchu, energii, co się czynem zwie. Ta fala purpury, niby strumień mały, nabierała dopływów i stawała się rzeką.”Helena (nieoceniona) Mniszkówna

Tu bi kontinju…


portret konia II, czyli koń-cham i koń-arystokrata

25 marzec 2008

Jakiś czas temu pisałam o fascynującym artykule na temat portretu konia w prozie Stefana Żeromskiego, spod pióra prof. dr hab. Ryszarda H. A teraz taki oto trafił mi się wdzięczny kawałek, który może nie jest na miarę konia u Żeromskiego, ale na miarę dwóch koni u Heleny Mniszkówny. Do tego portret z ambicją klasowej i rasowej interpretacji końskich obyczajów.

Machmud zwietrzył sadybę ludzką i ujrzał skaczącego krewniaka, a chociaż od razu poznał, że to prostak, jednak obyczajem istot kulturalnych zarżał gościnnie, akcentując zarazem wyższość swego rodu. Rżał z temperamentem, lecz dystyngowanie, raczej konchami nozdrzy niż głosem. Porozumienie trwało krótko, gdyż spętany prostak nie chciał się zaznajamiać z arystokratą z pałacowych stajni; majdnął łbem kilka razy brutalnie i, odskoczywszy na przyzwoitą odległość, zanurzył głowę w kożuchu soczystej trawy.


Wesołych Świąt…

23 marzec 2008

El Greco

… nowych początków i szczęśliwych zmartwychwstań

życzy Ala.

:)


Wesołego Purim!

20 marzec 2008

esther-sm.jpg

Artemisia Gentileschi, Estera przed Ahaswerem (1628-35)

więcej


hierarchia cielesności

18 marzec 2008

arpo

Guariento di Arpo, Anioł, 1354, tempera na desce, Musei Civici at Padua

Noli me tangere miał powiedzieć zmartwychwstały Jezus do napotkanej Marii. Nie dotykaj mnie, bowiem ciało moje nie jest z tego świata. Ciało – materialne, bo inaczej cud rezurekcji nie miałby sensu. Materialne – jednak niedotykalne. Czy dla wszystkich? Czy tylko dla kobiety? Dotyk kobiety jest nieczysty, jak poucza teolog niejednej religii. Dotyk śmiertelnego, jak dotyk kobiety, może zbrukać. Nie zbrukał jednak Zmartwychwstałego Ciała intymny, penetrujący dotyk Tomasza.

W dłoniach anioła, niebiańskiego orędownika, dusza ludzka ukazana jest na anielski obraz i podobieństwo. Pokrewna natura anioła i człowieka. Dystans w hierarchii stworzenia za to przeolbrzymi, mierzony rozmiarem i relacją. Dusza ludzka to kukiełka w rękach anielskiego patrona.

I może tak jest w istocie? … Ta myśl trąci manicheizmem i zalatuje swądem palonego, ziemskiego, ciała. Strzeż przeto przed herezją swych pokornych wasali, potężny feudale i wspieraj ludzką słabość.

Oto anioł-senior prezentuje duszę-wasala wszechmocnemu suzerenowi, jak dziecko podczas chrztu, podczas prezentacji w świątyni. Świat feudalny nie znał indywidualności, a jedynie hierarchię władzy i zależności. Otóż i biedna dusza nie może samodzielnie stanąć przed suzerenem, bowiem bez seniora wasal jest niczym, bowiem wasal mego wasala nie jest moim wasalem. Dlatego musi mieć patrona i orędownika: anioła stróża, sumienie, dominujący dyskurs władzy, czy jakkolwiek to zwać.

Noli me tangere – ciało anielskie może się zbrukać w kontakcie z niższym bytem, ludzką duszą. Zatem i tutaj potrzeba mediacji – kawałka materii, tkaniny poprzez którą ciało anielskie dotyka ludzkiego ciała astralnego, nieczystego, niedoskonałego.

Dusza ludzka, jako kobieta. Hierarchia cielesności. Hierarchia stworzenia.


yes, we can, czyli poezja polityczna

16 marzec 2008


kamień w studnię

12 marzec 2008

Ta powieść to jednocześnie romans i kryminał, ale zupełnie mnie nie interesowało, dlaczego bohater zaginął. Właściwie było to jasne od początku. Od kiedy dziedziczka zapomnianej przez Boga i ludzi siedmiogrodzkiej winnicy (siedmiogrodzkiej?) zatrudniła do pomocy przystojnego chłopa z pobliskiej wsi. Nie to w tej książce jest najważniejsze.

Ta książka odurza. Wspaniały przekład Anny Góreckiej. Chciałoby się zatrzymywać nad każdą kartką i czytać ją wgłąb. Pisarstwo kontemplacyjne. Karpackie pejzaże. Jękliwe poszczekania psów. Porykiwania krów. Granie pszczół i świerszczy w powietrzu nasyconym zapachem pól i ludzkich osad. Stukot końskich kopyt o wilgotny bruk drzemiącego miasteczka. Zapach rozgrzanych słońcem winogron. I stęchłego chłodu staropanieńskiego pokoju. Ta książka uwodzi obrazem, zapachem i dźwiękiem. Jej treść można opowiedzieć w czterech zdaniach, chociaż to mitologiczna tragedia o ludzkich namiętnościach.

Juliusz Kurkiewicz w “Tygodniku Powszechnym” napisał, że to powieść o przekraczaniu granic. Jest to jednak książka o niezdolności do ich przekroczenia. O granicach, którymi ludzka psychika zakreśla horyzont spełnień, horyzont rzeczywistości możliwej. Bohaterka powieści jest jak kotwica, która raz zrzucona na dno, nie jest zdolna się od niego oderwać. W świecie małego miasteczka ta dziedziczka, niczym skrzynia z posagiem (ze skarbem) uosobia trwanie, stagnację, bezruch. Jej energia i marzenia zniewolone w rytuałach codzienności podtrzymują życie w winnicy i w gospodarstwie, choć sama bohaterka jest na wpół martwa. Reprodukcja codzienności staje się przekleństwem, a jednocześnie jedyną czynnością, która nadaje sens niespełnionemu życiu i tęsknocie. Ilka nawet gdy zabija, antycypuje cudzy pomysł. To opowieść o tragedii życia nieprzeżytego.

Dlatego nie interesowało mnie, czyimi dziećmi są małe warchlaki w chlewie, dla których Ilka szyje płócienne koszulki. Nie ważne, dlaczego bohaterka zbiera wszystkie kamienie w okolicy. Miałam nadzieje, że jej ich wystarczy na czterysta stron. I wystraczyło. Kiedy upadł ostatni, chciałam zaczynać czytać książkę od początku. Książka piękna i mądra. Książka-podróż.

István Szilágyi, “Dudni kamień, dudni…”, przeł. Anna Górecka, Pogranicze, Sejny 2001.
szilagy


religijność jako układ handlowy

9 marzec 2008

(…) u nas wiara nie jest kojarzona z tajemnicą. Odpowiedzi są znane. Nam się należy opieka boska, ponieważ jesteśmy biedni. I nie może być inaczej. Więc jeśli istnieje taki układ handlowy, że my dajemy cierpienie, a za to dostajemy opiekę – nie ma miejsca na żadną tajemnicę.

Krzysztof Kieślowski w rozmowie z Tadeuszem Sobolewskim

Układ odmienny od tego, jaki opisał Max Weber w Etyce protestanckiej a duchu kapitalizmu (kolejny Heglowski duch…). W protestanckim “duchu” jest raczej – ja jestem porządny, jestem moralny, spełniłem moją część kontraktu, więc mi się należy. Indywidualne ja wywiązało się z etycznej umowy z Panem Bogiem. Kieślowski twierdzi, że w polskim katolickim wydaniu ta umowa etyczna brzmi – my grzeszymy, ale pokutujemy, cierpimy, więc nam się należy. Tu indywidualne ja zastępuje kolektywne my. Grzech i pokuta realizuje się zbiorowo. Parafię zastępuje wspólnota narodowa. Grzech stał się kolektywny, a odkupienie realizuje dla nas historia – czyli Obcy + wola Boża. I tę etykę zbiorowego cierpienia zawdzięczamy romantykom.

Weber twierdził, że religijność jako układ handlowy jest wytworem kapitalizmu. Jan Kubik w The Power of Symbols Against the Symbols of Power twierdzi, że w PRL-u była dwuwładza – Kościoła i Partii. I że ostatecznie wygrał Kościół. A z nim kapitalizm. Jak socjalizm wpłynął na religijność katolików i ich poczucie odpowiedzialności za grzechy? Jak obecny “duch” kapitalizmu wraz z ideą samorealizacji wpływa na charakter religijności?

Czasem wydaje mi się, że takie persony jak wielebni Rydzyk czy Jankowski realizują właśnie romantyczno-macchiavellowski typ bohatera narodowego – świadomie grzeszą podsycaniem nienawiści (bo przecież wiedzą, co czynią, zwłaszcza jako księża), ale zdaje im się, że są jak romantyczni męczennicy, którzy poświęcają własne zbawienie dla zbawienia narodu. Naród traktują jak swoją parafię. Nacjonalizm daje im uzasadnienie takiej mesjańskiej “władzy moralnej”. I tak są postrzegani przez swoich wyznawców – jako charyzmatyczni przywódcy narodowej wspólnoty chrześcijańskiej. Stąd może wynika szczera nienawiść ich frakcji do innych w łonie własnego Kościoła, np. do środowiska Tygodnika Powszechnego. W sekciarskim mesjanizmie nie ma miejsca na różnorodność opinii, jest tylko miejsce na fanatyzm. Nie ma miejsca na tajemnicę. Jest wiara w nieomylność przywódcy, w jego metody, w jego “prawdy”. Jest kapitalistyczna fascynacja bohaterem, który się samo-zrealizował…duchowym Rockefellerem.

Peter fuss

Peter Fuss


women in Western art

6 marzec 2008

Dostałam link w prezencie. Dedykuję wszystkim miłośnikom sztuki, muzyki i piękna.


limbus puerorum

4 marzec 2008

frederick

Léon Frédéric (1865-1940) Jezioro. Woda zapomnienia, prawy panel z tryptyku pt. Strumień, 1897-98, olej na płótnie, Musées Royaux des Beaux-Arts, Bruksela.

W październiku 2006, z mocy papieskiego dekretu, “czyściec dziecięcy” rozpłynął się w mgle.