Po wielu latach znowu “Krótki film o miłości“ Kieślowskiego. Tak samo jak „Jańcio Wodnik“ Kolskiego zestarzał się, przyjamniej dla mnie. Kiedyś widziałam w nich uniwersalia. Dzisiaj już nie. Dzisiaj to źródła do historii mentalności. I pewnie nadal aktualne dla pewnego typu intelektualizmu katolickiego.
„Nadwrażliwy Tomek“ (recenzenci tak go nazywają) w potrzasku pomiędzy seksualną Magdą, a matczyną Mamą-Kolegi. Chłopiec dojrzewa emocjonalnie w potrzasku (dosłownym, bo architektonicznym) pomiędzy rozpustnicą – Magdaleną (a dokładnie Marią Magdaleną, bo tak ją nazywają znajomi, żeby widz nie miał wątpliwości) a bezinteresowną Matką. W potrzasku z miłości macierzyńskiej (zaborczej, autorytatywnej, domowej), a miłości zmysłowej (podglądanej, niedostępnej, światowej). Matka święta; Magdalena rozpustna. Tomek skrzywdzony przez Marię Magdalenę, wraca pod opiekuńcze skrzydło Matki, która nie dopuści rozpustnicy, nie pozwoli skrzywdzić chłopca. Może dlatego, że „źle się czuje, gdy w pokoju obok nie ma nikogo“?
Nic dziwnego, że mężczyzna ma problem z dojrzewaniem i właściwie niewielkie szanse na to, że kiedykolwiek dojrzeje. Tomek ma problem z męskością. Z jednej strony jest przybranym synem Matki-której-sensem-życia-jest-macierzyństwo. Z drugiej strony przyciąganym i odtrąconym przez PRL-owska femme fatal. Kieślowski opisał ją jako seksualnie wyzwoloną artystkę, która nie potrzebuje mężczyzny ani po to, żeby ją utrzymywał, ani żeby ją inspirował, ani żeby ją kochał. Tradycja-Matka zestawiona z Nowoczesnością-Wyemancypowaną-Artystką. A w tym wszystkim Tomek, który uczy się relacji płci i wychodzi z tego z podciętymi żyłami. Coś jest tutaj chore, tylko co, lub kto?
Kieślowski nie zastanawia się nad Matką – ona jest jak natura. Bo naturalne jest macierzyństwo. Powołaniem kobiety jest kochać. Magdalena, to kultura per se (artystka). To kobieta nowoczesna, ‚zboczona‘, bo zboczyła gdzieś ‚w ślepą uliczką‘ cynizmu, seksualizmu i odrzuciła miłość. Nie umie kochać, więc nie jest prawdziwą kobietą (choć tak wygląda). Sama o sobie mówi, że jest zła. A Tomek po prostu źle trafił – „bo dziewczęta lubią delikatnych chłopców“, jak mówi Matka. A Magda lubi seks. Czystość i delikatność Tomka przeciw rozpuście i cynizmowi Magdy. Taka inwersja tradycyjnych ról w melodramacie, gdzie to dziewczyna zazwyczaj bywa czysta i niewinna. Ale tu jest PRL, tu jest odwrotnie. Tu kobieta inicjuje seksualnie mężczyznę, zupełnie inaczej niż w romansach z XIX-go wieku, gdzie to była rola mężczyzny. I – co najgorsze – ta kobieta nie potrzebuje mężczyzny. W dawnych czasach relacje płci w tego typu inicjacji były określone: prostytutki robiły to dla pieniądzy, a służące – za wstążki i korale od panicza. A potem wszystko się rozjechało…
Dziś najbardziej mnie drażni dosłowność tego filmu. I, w gruncie rzeczy, niezdolność transgresji. Film uniwersalny, ale w kontekście “ograniczonego uniwersum”. Szkoda.
Opublikował/a blogali
Opublikował/a blogali 
Opublikował/a blogali