obleśność

Przeczytałam jednocześnie Śmierć w Breslau Krajowskiego, analizy Murów Hebornu i Białego kruka Stasiuka z punktu widzenia teorii queer (fascynujące!) [wpis uaktualniony - teraz wszyscy to mogą przeczytać: Homo niewiadomo Błażeja Warkockiego] i do tego, znowu, Świat bez kobiet Graff. I efekt z tego taki, że straciłam apetyt, bo błąkają mi się w pamięci jakieś wybebeszone flaki niewinnych dziewic ofiarnych z pełzającymi po tych flakach skorpionami, syfilityczne dziwki i sadyści, w przekładańcu z różnymi rodzajami kiełbas, które pożerają bohaterowie Krajewskiego. To wszystko zanużone w jakiejś delirycznej wizji kurewstwa wszechobecnego - nawet czasem kurewstwa uszlachetnionego. Do tego jeszcze u Stasiuka fascynacja i wyparte (czy aby do końca?) pożądanie Mężczyzny. I do tego jeszcze Graff mi tłumaczy, że po 1989 roku to mamy regularną wojnę płci, czego dowodem nasycenia języka współczesnej tzw. wysokiej kultury wulgaryzmami seksualnymi. Nie żeby mnie zaskoczyła – zupełnie się z nią zgadzam.

I tylko zastanawiam się nad jednym: czy Krajewski naprawdę zasłużył na Paszport Polityki? Nie żebym miała zbyt zmanierowany gust (kurwa, kurwa - doceniam bogactwo semantyki współczesnej polszczyzny, współczesne elity dumnie obnoszą się ze swoim kapitałem kulturowym, któy teraz nie tyle wyłazi z butów, co z ust; i ich prawo, a nasza radośnie kultywowana nowa norma kulturowa), ale… czy to już czasem nie jest nude, tak nudne, że ciągnie na wymioty?

Prawdziwi mężczyźni obwąchują się na formu, a prawdziwe kobiety w prywatności leżą i pachną (chyba, że już mają syfilis).

(arch.)

Napisz odpowiedź