Polacy z faweli. Rozmowa z prof. Mariuszem Jędrzyką.
Kolejny tekst z cyklu: ci, którzy są problemem dla normalnego społeczeństwa, sami mają problem. Ich problem jest natury psychicznej. Chorują na tzw. niedostosowaną mentalność. Jest to rodzaj psychicznego i umysłowego niedorozwoju, epidemii, na który choruje bieda z Europy Środkowo-Wschodniej. Wiemy to od początku lat 90-tych. Choroba niedostosowanej mentalności to rodzaj patologii – złośliwa i uparta niechęć do polepszenia własnego losu. Z lenistwa, z uporu, ze złej woli, z egoizmu. Z braku samodyscypliny. I z braku postawy obywatelskiej, to znaczy uznania swego miejsca w szeregu. A raczej – w hierarchii społecznej.
– Może nie mogą?
- Nie chcą. To nam wyraźnie wychodzi w badaniach. Używając języka wojskowego – wolą mieć 400 zł “na spocznij” niż 1000 zł “na baczność”.
Grupy społeczne o tzw. zdrowej mentalności, kapitalistycznej-konsumpcjonistycznej, zreformowanej, przejmują się patologią biedy. To ich obywatelski obowiązek. Te grupy mają przecież odruchy etyczne. Bieda drażni. Skrajna bieda rani poczucie estetyki. W końcu dzielimy przestrzeń miejską. A przede wszystkim bieda zagraża systemowi, w którym tym ze zreformowaną mentalnością dobrze się żyje – i spełnia obowiązki elity. Patologia społeczna wyradza się w polityczną, bo chorzy na biedę mają prawa obywatelskie. I głosują, jak wieść niesie, na ojca Rydzyka, na post-komunistów, na LPR i inne ekstrema.
- Fawela to coś więcej – zachowania ludzi, ich cele życiowe, aspiracje, stosunek do kultury przez wielkie K i uczestnictwo w niej, stosunek do zdrowia, sposób korzystania z nowoczesnych multimediów. Dlatego mówię, że w Polsce mamy fawele. W fawelach ludzie np. w szczególny sposób patrzą na pieniądze. Służą tylko i wyłącznie do zapewnienia “dziś”.
Żeby biedę zrozumieć i poddać kontroli należy ją naukowo opisać, jak każdą jednostkę chorobową lub patologię społeczną. Następnie wypada wstawić ją w odpowiedni kontekst analityczny. Na przykład: polska bieda wcale nie jest unikalna, bo bieda to zjawisko globalne. Nasza bieda jest jak południowoamerykańskie fawele. Takie zaskakujące i błyskotliwe porównanie. I co z niego wynika?
Niewypowiedziane założenie pod tą błyskotliwą analogią, to że bieda południowoamerykańska ma podłoże rasowe. Latynosi z faweli to potomkowie rolników – autochtonów. Ci spoza getta blach to biali potomkowie kreoli. W Ameryce Południowej rasizm przekłada się, w uproszczeniu, na podział klasowy. Czy to więc znaczy, że pan prof. się zagalopował? Niekoniecznie. Czy to znaczy, że nasi po-PGRowcy to “inna rasa”? Per analogiam – tak. Rasę także można definiować wg “różnic w psychice”. Nauczyły się tego młodo-kapitalistyczne polityki krajów postkomunistycznych i ich socjologie. A jeśli wyciągnąć konsekwencje z tego niewyeksplifikowanego założenia badawczego, to niedostosowanie mentalności “naszych kolorowych” może mieć wymiar biologiczny. To kiedy zaproponujemy eugenikę lub ograniczenie praw wyborczych w imię uzdrawiania stosunków społecznych oraz polityki wewnętrznej?
Dyskurs naukowy posługuje się odpowiednimi narzędziami. Dlatego trzeba polskich fawelaków sklasyfikować. Mamy ich trzy gatunki: wiejski, nowo-miejski i staro-miejski. Topografia getta. Czyli stygmatyzacja naukowa.
Mamy ich trzy rodzaje. Pierwsze to liczne popegeerowskie wioski, w których ludzie, chociaż usiłuje im się pomóc – dziś np. z funduszy europejskich – nie chcą zmienić swojej sytuacji.
Drugie fawele to wielkie gomułkowskie i gierkowskie blokowiska. Nie wszystkie – te, w których mieszkali robotnicy, zwłaszcza o niskich kwalifikacjach. Dzisiaj mieszkają tam ich dzieci, które dziedziczą ich postawy, system wartości i zachowania.
Trzecie polskie fawele to te o dużej tradycji – np. część warszawskiej Pragi. Miasto się chwali, że np. na Ząbkowskiej wyremontowało budynki, ale to tylko zmiana fasad, wystarczy wejść pięć metrów w bramę, żeby zobaczyć, że tam od lat 60. czy 70. niewiele się zmieniło.
Patologią jest brak, w domyśle, zdrowych postaw konsumpcyjnych. Ten brak niejako naturalnie przenika się z … brakiem higieny. A brak higieny to kolejna klasyczna i tradycyjna charakterystyka “kolorowych”.
Prosiliśmy tych ludzi, żeby pokazali nam swoje szafy. Chcieliśmy zobaczyć, ile w nich jest swetrów, kurtek, koszul, spodni. Mają tyle, ile się nosi w tej chwili, np. 2-3 pary skarpetek.
Pewnie ich nie stać na więcej.
- Na skarpetki w supermarkecie? Stać. Tylko ich nie potrzebują. Będą chodzić w tych dwóch parach tak długo, jak tylko się da. Mężczyzna z faweli nie potrzebuje wyczyszczonych butów. Ma jeden garnitur z 1978 r., w którym chodzi do kościoła, bo tam trzeba wyglądać. Ale nie kupi nic, co sprawi, że będzie wyglądał lepiej – nie tylko w kościele, ale na co dzień, co pomogłoby mu znaleźć pracę, zaprezentować się schludnie. W ogóle w ten sposób nie myśli.
Patologią jest więc także skrajna konsumpcja kultury popularnej i odrzucenie kultury przez duże K (eufemizm na określenie kultury elity): – W fawelach nie kupuje się książek. Nigdy. Książka jest niepotrzebna. Wszystko jest w telewizji.
Kolejna charakterystyka ludzi “z polskich faweli”:
Kiedy czytałem pana badania, uderzyło mnie, że ludzie w fawelach mniej rozmawiają z dziećmi, mniej uprawiają sportu, mniej mają czasu na rozrywkę. Co robią z czasem?
- Siedzą przed telewizorem.
To charakterystyka negatywna wobec założonego, lecz nie wypowiedzianego, wzorca normatywnego – to znaczy idealnych zachowań klasy średniej, która chodzi na zakupy, uprawia sporty, rozmawia z dziećmy i chodzi do teatru [!!!].
Ciekawostka: pan prof. stosuje metodę pseudo-antropologiczną, rzec by można voyerystyczną, a może raczej – podsłuchiwawczą. Kuriozum:
[…] przesiadują na przystankach. Często siadam obok. Mają bardzo ciekawe tematy do dyskusji – świętem jest, że sąsiadka idzie w nowym ciuchu albo sąsiad kupił sobie skuter.”
Czyli jednak kupują?… Socjolog jak dziewiętnastowieczny flâneur na paryskich przedmieściach. Obsceniczne – per analogiam.
Kolejna charakterystyka: Cechuje ich myślenie wsteczne. To z kolei buduje specyficzne oceny współczesności.
Specyficzne, to znaczy nieobiektywne, nienormatywne… Obiektywny jest socjolog i klasa średnia. I obiektywny jest system wartości obojga.
Polskich fawelaków cechuje brak dojrzałości politycznej: Ludzie w fawelach mają niesłychanie zmienne poglądy polityczne.
W klasycznym dyskursie liberalnym z XIX-go wieku ludzi pozbawionych wykształcenia i znajdujących się poza nawiasem tzw. cenzusu materialnego przedstawiano jako dzieci, jako permanentnie niedojrzałych i psychicznie niezdolnych do zrozumienia praw rządzących życiem społecznym i politycznym. W konsekwencji jako niezdolnych do podejmowania racjonalnych decyzji czy to politycznych (wybory), czy indywidualnych (założenie, które np. utwierdziło prawne upośledzenie kobiet do 1918-1945). Bieda przekładała się na brak kultury (wysokiej), a ten – na brak zdrowego rozsądku.
Tak dziś tłumaczy się ciemnogród naszej biedy: jest politycznie niebezpieczna, bo jest głupia, a jest głupia, bo jest biedna. A jest biedna, bo jest leniwa. Zupełnie tak samo, jak każda inna spatologizowana przez eksploatację grupa w historii – Afroamerykanie, Afrykańczycy, Indianie, Hindusi, Chińczycy, Żydzi, Słowanie, Polacy, Rosjanie, Włosi, Finowie, Kirgizowie, Arabowie, Turcy etc. etc. W zależności od kontekstu.
Znaczy – odwołujemy się do klasyki.
Itd. Itp.
Dość analizy. Reszta nikogo nie zaskoczy. Założenia polityczne pod profesorską metodologią są neoliberalne, z wyraźną inklinacją w prawą stronę. Profesorowi gratulujemy. KBN-owi, czy kto tam inny sfinansował te badania – tyż. A przede wszystkim gratulujemy podatnikom z “polskich faweli”, że ich marny grosz wsparł maszynerię, która powiedziała o nich (prawie) wszystko i dowiodła, że mentalnie to inna rasa Polaka…
***
P.S. Element optymistyczny. Patologię da się leczyć, jeśli patologia pozwoli sobie pomóc. Ale po to musi sama przyjść. Musi poprosić. Musi się poddać terapii. Musi zaufać terapeucie. A żeby w ogóle zacząć, musi uznać, że jest chora, czyli – że jest patologiczna. Że jej kultura, system wartości, styl życia, rozrywki, światopogląd, gusta, poglądy polityczne, stosunek do pieniądza i przyszłości – są patologiczne.
Jestem biedny/a. Proszę o wymianę mentalności. Proszę nauczyć mnie, jak żyć.
I oto terapeuta wręcza biedzie poradnik psychologiczny: “1000 sposobów na to, jak z pucybuta stać się rokefelerem”. Naucz się, jak być szczęśliwym-eksploatowanym. Pożądaj kultury bliźniego swego. Nauką i pracą ludzie się bogacą. Help yourself.
***
[Na marginesie - to mój największy problem ze stosunkiem (niektórych) polskich feministek (tych krypto-(neo)liberanych) wobec kobiet: One muszą same do nas przyjść. Muszą zrozumieć, że są eksploatowane. Muszą przyznać, że są spatologizowane. A MY IM wtedy pomożemy.]