pamięć kobiet

31 lipiec 2008

Ostatnio zrobiło się tu “imprezowo” – dużo ludzi, rozmowy, pyskówki, przeciągi w różne strony… Zimnego piwa tylko brakuje. Z sokiem. :)

***

- Bo pamięć, to jest skład, w którym leży przeszłość, a wspomnienie ma miejsce wówczas, gdy się do tego składu schodzi, żeby coś wydobyć.

Tu panna Marynia przestraszyła się nieco własną odwagą, z jaką zapuściła się w filozoficzny wywód nad różnicą pamięci i wspomnień, skutkiem czego zaczerwieniła się dość mocno; Połaniecki zaś pomyślał:

- I niegłupia, i śliczna.

Henryk Sienkiewicz


polskie fawele czyli rasa mentalności naszej biedy, albo czy już czas na eugenikę?

27 lipiec 2008

Polacy z faweli. Rozmowa z prof. Mariuszem Jędrzyką.

Kolejny tekst z cyklu: ci, którzy są problemem dla normalnego społeczeństwa, sami mają problem. Ich problem jest natury psychicznej. Chorują na tzw. niedostosowaną mentalność. Jest to rodzaj psychicznego i umysłowego niedorozwoju, epidemii, na który choruje bieda z Europy Środkowo-Wschodniej. Wiemy to od początku lat 90-tych. Choroba niedostosowanej mentalności to rodzaj patologii – złośliwa i uparta niechęć do polepszenia własnego losu. Z lenistwa, z uporu, ze złej woli, z egoizmu. Z braku samodyscypliny. I z braku postawy obywatelskiej, to znaczy uznania swego miejsca w szeregu. A raczej – w hierarchii społecznej.

– Może nie mogą?
- Nie chcą. To nam wyraźnie wychodzi w badaniach. Używając języka wojskowego – wolą mieć 400 zł “na spocznij” niż 1000 zł “na baczność”.

Grupy społeczne o tzw. zdrowej mentalności, kapitalistycznej-konsumpcjonistycznej, zreformowanej, przejmują się patologią biedy. To ich obywatelski obowiązek. Te grupy mają przecież odruchy etyczne. Bieda drażni. Skrajna bieda rani poczucie estetyki. W końcu dzielimy przestrzeń miejską. A przede wszystkim bieda zagraża systemowi, w którym tym ze zreformowaną mentalnością dobrze się żyje – i spełnia obowiązki elity. Patologia społeczna wyradza się w polityczną, bo chorzy na biedę mają prawa obywatelskie. I głosują, jak wieść niesie, na ojca Rydzyka, na post-komunistów, na LPR i inne ekstrema.

- Fawela to coś więcej – zachowania ludzi, ich cele życiowe, aspiracje, stosunek do kultury przez wielkie K i uczestnictwo w niej, stosunek do zdrowia, sposób korzystania z nowoczesnych multimediów. Dlatego mówię, że w Polsce mamy fawele. W fawelach ludzie np. w szczególny sposób patrzą na pieniądze. Służą tylko i wyłącznie do zapewnienia “dziś”.

Żeby biedę zrozumieć i poddać kontroli należy ją naukowo opisać, jak każdą jednostkę chorobową lub patologię społeczną. Następnie wypada wstawić ją w odpowiedni kontekst analityczny. Na przykład: polska bieda wcale nie jest unikalna, bo bieda to zjawisko globalne. Nasza bieda jest jak południowoamerykańskie fawele. Takie zaskakujące i błyskotliwe porównanie. I co z niego wynika?

Niewypowiedziane założenie pod tą błyskotliwą analogią, to że bieda południowoamerykańska ma podłoże rasowe. Latynosi z faweli to potomkowie rolników – autochtonów. Ci spoza getta blach to biali potomkowie kreoli. W Ameryce Południowej rasizm przekłada się, w uproszczeniu, na podział klasowy. Czy to więc znaczy, że pan prof. się zagalopował? Niekoniecznie. Czy to znaczy, że nasi po-PGRowcy to “inna rasa”? Per analogiam – tak. Rasę także można definiować wg “różnic w psychice”. Nauczyły się tego młodo-kapitalistyczne polityki krajów postkomunistycznych i ich socjologie. A jeśli wyciągnąć konsekwencje z tego niewyeksplifikowanego założenia badawczego, to niedostosowanie mentalności “naszych kolorowych” może mieć wymiar biologiczny. To kiedy zaproponujemy eugenikę lub ograniczenie praw wyborczych w imię uzdrawiania stosunków społecznych oraz polityki wewnętrznej?

Dyskurs naukowy posługuje się odpowiednimi narzędziami. Dlatego trzeba polskich fawelaków sklasyfikować. Mamy ich trzy gatunki: wiejski, nowo-miejski i staro-miejski. Topografia getta. Czyli stygmatyzacja naukowa.

Mamy ich trzy rodzaje. Pierwsze to liczne popegeerowskie wioski, w których ludzie, chociaż usiłuje im się pomóc – dziś np. z funduszy europejskich – nie chcą zmienić swojej sytuacji.
Drugie fawele to wielkie gomułkowskie i gierkowskie blokowiska. Nie wszystkie – te, w których mieszkali robotnicy, zwłaszcza o niskich kwalifikacjach. Dzisiaj mieszkają tam ich dzieci, które dziedziczą ich postawy, system wartości i zachowania.
Trzecie polskie fawele to te o dużej tradycji – np. część warszawskiej Pragi. Miasto się chwali, że np. na Ząbkowskiej wyremontowało budynki, ale to tylko zmiana fasad, wystarczy wejść pięć metrów w bramę, żeby zobaczyć, że tam od lat 60. czy 70. niewiele się zmieniło.

Patologią jest brak, w domyśle, zdrowych postaw konsumpcyjnych. Ten brak niejako naturalnie przenika się z … brakiem higieny. A brak higieny to kolejna klasyczna i tradycyjna charakterystyka “kolorowych”.
Prosiliśmy tych ludzi, żeby pokazali nam swoje szafy. Chcieliśmy zobaczyć, ile w nich jest swetrów, kurtek, koszul, spodni. Mają tyle, ile się nosi w tej chwili, np. 2-3 pary skarpetek.
Pewnie ich nie stać na więcej.
- Na skarpetki w supermarkecie? Stać. Tylko ich nie potrzebują. Będą chodzić w tych dwóch parach tak długo, jak tylko się da. Mężczyzna z faweli nie potrzebuje wyczyszczonych butów. Ma jeden garnitur z 1978 r., w którym chodzi do kościoła, bo tam trzeba wyglądać. Ale nie kupi nic, co sprawi, że będzie wyglądał lepiej – nie tylko w kościele, ale na co dzień, co pomogłoby mu znaleźć pracę, zaprezentować się schludnie. W ogóle w ten sposób nie myśli.

Patologią jest więc także skrajna konsumpcja kultury popularnej i odrzucenie kultury przez duże K (eufemizm na określenie kultury elity):W fawelach nie kupuje się książek. Nigdy. Książka jest niepotrzebna. Wszystko jest w telewizji.

Kolejna charakterystyka ludzi “z polskich faweli”:

Kiedy czytałem pana badania, uderzyło mnie, że ludzie w fawelach mniej rozmawiają z dziećmi, mniej uprawiają sportu, mniej mają czasu na rozrywkę. Co robią z czasem?
- Siedzą przed telewizorem.

To charakterystyka negatywna wobec założonego, lecz nie wypowiedzianego, wzorca normatywnego – to znaczy idealnych zachowań klasy średniej, która chodzi na zakupy, uprawia sporty, rozmawia z dziećmy i chodzi do teatru [!!!].

Ciekawostka: pan prof. stosuje metodę pseudo-antropologiczną, rzec by można voyerystyczną, a może raczej – podsłuchiwawczą. Kuriozum:

[…] przesiadują na przystankach. Często siadam obok. Mają bardzo ciekawe tematy do dyskusji – świętem jest, że sąsiadka idzie w nowym ciuchu albo sąsiad kupił sobie skuter.”

Czyli jednak kupują?… Socjolog jak dziewiętnastowieczny flâneur na paryskich przedmieściach. Obsceniczne – per analogiam.

Kolejna charakterystyka: Cechuje ich myślenie wsteczne. To z kolei buduje specyficzne oceny współczesności.

Specyficzne, to znaczy nieobiektywne, nienormatywne… Obiektywny jest socjolog i klasa średnia. I obiektywny jest system wartości obojga.

Polskich fawelaków cechuje brak dojrzałości politycznej: Ludzie w fawelach mają niesłychanie zmienne poglądy polityczne.

W klasycznym dyskursie liberalnym z XIX-go wieku ludzi pozbawionych wykształcenia i znajdujących się poza nawiasem tzw. cenzusu materialnego przedstawiano jako dzieci, jako permanentnie niedojrzałych i psychicznie niezdolnych do zrozumienia praw rządzących życiem społecznym i politycznym. W konsekwencji jako niezdolnych do podejmowania racjonalnych decyzji czy to politycznych (wybory), czy indywidualnych (założenie, które np. utwierdziło prawne upośledzenie kobiet do 1918-1945). Bieda przekładała się na brak kultury (wysokiej), a ten – na brak zdrowego rozsądku.

Tak dziś tłumaczy się ciemnogród naszej biedy: jest politycznie niebezpieczna, bo jest głupia, a jest głupia, bo jest biedna. A jest biedna, bo jest leniwa. Zupełnie tak samo, jak każda inna spatologizowana przez eksploatację grupa w historii – Afroamerykanie, Afrykańczycy, Indianie, Hindusi, Chińczycy, Żydzi, Słowanie, Polacy, Rosjanie, Włosi, Finowie, Kirgizowie, Arabowie, Turcy etc. etc. W zależności od kontekstu.

Znaczy – odwołujemy się do klasyki.

Itd. Itp.

Dość analizy. Reszta nikogo nie zaskoczy. Założenia polityczne pod profesorską metodologią są neoliberalne, z wyraźną inklinacją w prawą stronę. Profesorowi gratulujemy. KBN-owi, czy kto tam inny sfinansował te badania – tyż. A przede wszystkim gratulujemy podatnikom z “polskich faweli”, że ich marny grosz wsparł maszynerię, która powiedziała o nich (prawie) wszystko i dowiodła, że mentalnie to inna rasa Polaka…

***

P.S. Element optymistyczny. Patologię da się leczyć, jeśli patologia pozwoli sobie pomóc. Ale po to musi sama przyjść. Musi poprosić. Musi się poddać terapii. Musi zaufać terapeucie. A żeby w ogóle zacząć, musi uznać, że jest chora, czyli – że jest patologiczna. Że jej kultura, system wartości, styl życia, rozrywki, światopogląd, gusta, poglądy polityczne, stosunek do pieniądza i przyszłości – są patologiczne.

Jestem biedny/a. Proszę o wymianę mentalności. Proszę nauczyć mnie, jak żyć.

I oto terapeuta wręcza biedzie poradnik psychologiczny: “1000 sposobów na to, jak z pucybuta stać się rokefelerem”. Naucz się, jak być szczęśliwym-eksploatowanym. Pożądaj kultury bliźniego swego. Nauką i pracą ludzie się bogacą. Help yourself.

***

[Na marginesie - to mój największy problem ze stosunkiem (niektórych) polskich feministek (tych krypto-(neo)liberanych) wobec kobiet: One muszą same do nas przyjść. Muszą zrozumieć, że są eksploatowane. Muszą przyznać, że są spatologizowane. A MY IM wtedy pomożemy.]


czasem

24 lipiec 2008

Czasem się boję, że się kompletnie ujajogłowię.

A czasem jestem pewna, że mi to nie grozi.


cudowna moc klejnotów

20 lipiec 2008

W staropolskiej kulturze także wierzono w magiczną moc szlachetnych kamieni.

“Ametyst strzegł od opilstwa, karbunkuł jednał przyjaciół, chryzolit odpędzał strachy nocne, koral chronił od pioruna, perły odwaracały melancholię, granat rozweselał serce, achat wzrok ludzki naprawiał, sardoniks dawał pokorę, topaz gniew uśmierzał, żabiniec strzegł od czarów, turkus przed śmiercią swego właściciela ’smutniał i spadał się’, szafir bronił cnoty niewieściej i dawał dobrą cerę, o szmaragdzie mówi Falimierz, że ‘jeśli będzie noszony przy zgwałceniu panny, tedy się złamie.’ Itp.”

Władysław Łoziński, Życie polskie w dawnych wiekach

***

Mydło o zapachu pelargonii – nie polecam…


campus [Yale]

19 lipiec 2008


Yale University. U góry pomnik ku czci absolwentów i studentów walczących w I wojnie światowej. U dołu, a raczej w dole – w wojnie w Wietnamie.

***

„Szabla komendanta“ Kolskiego zupełnie nijaka. Niby z pomysłem, ale bez i w szwach się rozłazi. Szkoda. Kolski jest nierówny.

Pomiędzy Bachem – Adam.

Adam! Jesteś tam? :)


sztuka introligatorstwa

17 lipiec 2008

“Książki, a nawet broszury nie oprawione oddawało się zaraz po przeczytaniu do introligatora, aby utrwalił się ich żywot. W początku tego wieku weszło w modę oprawianie niektórych książek, zwłaszcza Wyspiańskiego, w zgrzebne płótno, ożywione przepaską z kwiecistej wstążki. Z zagranicy przywożono sobie w prezencie śliczne teczki z florenckiej miękkiej skórki, do których można było włożyć każdorazowo czytaną w danym czasie książkę. Niektóre panie o wyrobionym smaku artystycznym i zdolnościach zdobniczych komponowały i wykonywały na zamówienie specjalne kosztowne okładki, nieraz prawdziwe dzieła sztuki.”

Stefania Podhorska-Okołów, Warszawa mego dzieciństwa

***

Artystyczne książki Mii Leijonstedt


miasto [3]

17 lipiec 2008


city i graffiti

10 lipiec 2008


miasto [2]

4 lipiec 2008