pejotl z Peru

30 sierpień 2008

“W Małopolsce, w Złoczowskiem, bardzo bogaty młody człowiek, pan Zawidowski, był właścicielem majątków i pierwszego w Polsce wyścigowego auta. Miał dużo pieniędzy i fantazji. Uważając, że dla jego auta nasze szosy są złe, pojechał do Ameryki, by tam szukać lepszych dróg. W Peru, na drodze do Limy, spotkał wieśniaczkę. Peruwianka jechała konno, a na siodle trzymała przedziwny stwór; dorosłą małpkę, ale tak malutką, że cała mieściła się w dłoni. Stwór posiadał też puszysty jak u wiewiórki ogonek. Wieśniaczka nie chciała małpki sprzedać, ale gdy Zawidowski sypnął pieniędzmi – oddała. Wiózł więc Anatola w prezencie dla swojej siostry, Basi. [...] Anatol wylądował w “Marylor”.

Zaraz pierwszego dnia w jadalni spotkaliśmy dobrą znajomą, panią Zawidowską, która przedstawiła nam [...] Basię. Na ramieniu Basi siedział Anatol, kokieteryjnie przewiązany w pasie wstążką koloru sukni swojej pani. Końce tej wstążki były luźno puszczone i sam jej ciężar był wystarczający, by Anatol nie mógł uciec. [...] Kiedy zbliżyłam się, Anatol wziął w łapki moją broszkę i zupełnie ludzkim ruchem zaczął ją obracać i oglądać. Twarzyczkę miał wielkości 20 groszy, owłosienie dość sztywne, podobne kolorem i gatunkiem do sierści sarny. Basia zdjęła z niego wstążkę i postawiła go na gałęzi dużego oleandra. Anatol zaczął się zwinnie wdrapywać jeszcze wyżej i widocznie ucieszony swobodą śpiewał czy szczebiotał jak ptak.

Gdyśmy Witkacemu opowiedzieli nasze wrażenia, doprowadziliśmy jego ciekawość do wrzenia. [...]

Anatol miał dwie namiętności: pieniądze i alkohol. Do portmonetki wskakiwał i porywał pieniądz, po czym uciekał, by go schować. Zapach alkoholu czuł z daleka. Kiedyś wskoczył do dużego płaskiego kieliszka, na którego dnie było parę kropel wermutu, łapczywie je zlizał i to wystarczyło, by miał rausza. Skakał wtedy na stole, śpiewał i wywracał się bardzo zabawnie, ku zachwytowi i oczarowaniu Witkacego, który twierdził, że coś takiego można tylko porównać z widzeniami po pejotlu.

Były wtedy modne tabletki “Matta” ze spirytusu denaturatowego, które służyły do ogrzewania podróżnych maszynek. Dowąchał się Anatol, że to alkohol, i pilnie śledził Basię, gdy ich używała. Raz nim zdążyła je schować, zapukał listonosz. Basia zerwała się do drzwi, a [...] czyhający ciągle na okazję Anatol złapał tabletkę i kawałeczek odgryzł… biedaczek otruł się. Opłakiwała go Basia, a bardzo żałowali wszyscy, którzy go znali, z Witkacym na czele. Znajomy nasz zaraz zawiózł zwłóki Anatola do Lwowa, by tam po spreparowaniu oddać ten unikat do muzeum. Witkacy wspominał Anatola bardzo często, nazywając go ‘mój pejotl z Peru’.”

Maria z Łozińskich Łozińska Hempel, Z łańcucha wspomnień


uczenie feminizmu

30 sierpień 2008

Ten tekst pochodzi sprzed dwóch lat. Znalazłam w moim blogowym archiwum i robię “przedruk”, tak na okoliczność… że McCain wybrał Sarah Palin na VP. I teraz zrobiło się naprawdę ciekawie…! :)

***

Wczoraj na zajęciach – feminizm. To ostatni, po liberalizmie, imperializmie, nacjonalizmie i socjalizmie, -izm, który wprowadza studentów na pola bitewne I-szej wojny światowej. Wykład uzupełniony lekturami z Hobsbawma i wyjątkiem z pamiętnika Emmeline Pankhurst.

Zawsze mnie zachwyca zrelaksowany sposób, w jaki tutejsi studenci angażują się w dyskusję o feminizmie, naturalność, z jaką podchodzą do tego tematu, jak nie trzeba tłumaczyć, nie trzeba przekonywać, argumentować… Nie trzeba. Po prostu. Pytania do dyskusji przygotowało czterech chłopców. Ostre. Feministyczne. Żaden problem.

Podczas dyskusji w jednej z sekcji to studentki krytykowały Emmeline Pankhurst za anarchistyczne metody, podczas gdy studenci ostro jej bronili. Chłopcy używali argumentu, że jeśli jesteś traktowany/a jak niepełnowartościowe indywiduum w społeczeństwie, to metody przemocy są efektywnym sposobem na zwrócenie uwagi na problem, hasło polityczne, grupę interesu. To właśnie studenci bronili kobiet z Women’s Social & Political Union, podczas gdy studentki uważały, że takie działania nie przynosiły skutku, ośmieszały działaczki, że zamiast atakować własność prywatną powinny raczej stworzyć forum międzynarodowe, uzyskać wpływy, zjednoczyć się… Taaaak, zjednoczyć się…

A żeby kwestię jeszcze bardziej skomplikować ktoś przypomniał, i słusznie, że to Bismarck, jako pierwszy, wprowadził urlopy macierzyńskie, i że to w Finlandii – pod protektoratem cara – w 1907 kobiety po raz pierwszy w historii uzyskały prawa wyborcze. Ktoś inny dodał, że w Wielkiej Brytanii część kobiet (klasa średnia) uzyskała prawa wyborcze w 1918 roku, a reszta – w dwadzieścia lat pózniej. I bynajmniej nie dostały ich w efekcie działań walecznych feministek, ale w wyniku mobilizacji kobiet na tzw. domowym froncie podczas I-szej wojny światowej i… z obawy przed “zarazą” rewolucji sowieckiej.

Nikt jednak nie kwestionował celu emancypacji, dyskusja dotyczyła jedynie metod. I wszyscy używali argumentów merytorycznych, bez głupawych uśmiechów, bez siedzenia w głębokim rozkroku i innych technik, które znam z innych miejsc.


Michelle i Hillary

26 sierpień 2008

jest wspaniała. :)

I Hillary też. :)

Dużo kobiet na tej konwencji.

Wczoraj Michelle Obama ze swoimi dwiema córkami i matką. Nancy Pelosi, speaker Izby Reprezentantów. Caroline Kennedy, wprowadzająca wuja Teda. (Na widowni Maria Shriver ocierająca łzy wzruszenia.) ;) Dzisiaj Chelsea Clinton wprowadzająca Hillary. Prawa wyborcze kobiet, Seneca Falls Convention, abolicjonistki, Rosa Parks, Eleanor Roosevelt…

I to takie oczywiste.

I jeśli Barack przegra, to Hillary pójdzie do wyborów w 2012 roku. A dzisiaj – jej najlepsze przemówienie w tej kampanii. Komentarze potwierdzają moje przypuszczenia, że Hillary nie poszła do wyborów jako kobieta, ale jako… Właśnie. Jako kto? Jako dziwna hybryda. Jako rodzaj Margaret Thatcher. Tyle, że Stany to nie Wielka Brytania z jej tradycjami kobiet na najwyższych państwowych urzędach. Jeśli Barack przegra, Hillar będzie miała 4 lata na to, żeby przemyśleć się na nowo. Bo z pewnością może być wielką przywódczynią. Zreszta, już nią jest.


Obamamania

21 sierpień 2008


Tokarczuk

18 sierpień 2008

Czyt(ał)am Prawiek i inne czasy i ta lektura sprawia mi przyjemność. Po Podróżach ludzi księgi i E.E. pozostała mi rozczarowanie i nieufność; poczucie, że kolejna książka Tokarczuk to będzie strata czasu. Prawiek… stratą czasu nie jest. Błyskotliwa poetyka. Miłe rozczarowanie.

Prawiek…, może to nie jest książka wybitna, ale bardzo piękna. Zostaje, gdzieś głęboko, w brzuchu. I o to chodzi.

Za to rozczarowałam się Biegunami.


kolejność uczuć

10 sierpień 2008

“przyjaciółka z niebieskimi oczami i angielskim imieniem, którą [...] kochałem prawdziwą miłością [...] podjerzewałem później, że zdradza mnie ona (albo przynajmniej ma ochotę zdradzić) z pewną młodą dziewczyną, że ciekawi ją w ogóle miłość z przedstawicielkami jej własnej płci, co było zdradą gorszą jeszcze, niż gdyby chodziło o mężczyznę, ponieważ stanowiło inną miłość, której się niepodobna przeciwstawić.”

Michel Leiris, Wiek męski (1939)


kobiety i film

3 sierpień 2008