“W Małopolsce, w Złoczowskiem, bardzo bogaty młody człowiek, pan Zawidowski, był właścicielem majątków i pierwszego w Polsce wyścigowego auta. Miał dużo pieniędzy i fantazji. Uważając, że dla jego auta nasze szosy są złe, pojechał do Ameryki, by tam szukać lepszych dróg. W Peru, na drodze do Limy, spotkał wieśniaczkę. Peruwianka jechała konno, a na siodle trzymała przedziwny stwór; dorosłą małpkę, ale tak malutką, że cała mieściła się w dłoni. Stwór posiadał też puszysty jak u wiewiórki ogonek. Wieśniaczka nie chciała małpki sprzedać, ale gdy Zawidowski sypnął pieniędzmi – oddała. Wiózł więc Anatola w prezencie dla swojej siostry, Basi. [...] Anatol wylądował w “Marylor”.
Zaraz pierwszego dnia w jadalni spotkaliśmy dobrą znajomą, panią Zawidowską, która przedstawiła nam [...] Basię. Na ramieniu Basi siedział Anatol, kokieteryjnie przewiązany w pasie wstążką koloru sukni swojej pani. Końce tej wstążki były luźno puszczone i sam jej ciężar był wystarczający, by Anatol nie mógł uciec. [...] Kiedy zbliżyłam się, Anatol wziął w łapki moją broszkę i zupełnie ludzkim ruchem zaczął ją obracać i oglądać. Twarzyczkę miał wielkości 20 groszy, owłosienie dość sztywne, podobne kolorem i gatunkiem do sierści sarny. Basia zdjęła z niego wstążkę i postawiła go na gałęzi dużego oleandra. Anatol zaczął się zwinnie wdrapywać jeszcze wyżej i widocznie ucieszony swobodą śpiewał czy szczebiotał jak ptak.
Gdyśmy Witkacemu opowiedzieli nasze wrażenia, doprowadziliśmy jego ciekawość do wrzenia. [...]
Anatol miał dwie namiętności: pieniądze i alkohol. Do portmonetki wskakiwał i porywał pieniądz, po czym uciekał, by go schować. Zapach alkoholu czuł z daleka. Kiedyś wskoczył do dużego płaskiego kieliszka, na którego dnie było parę kropel wermutu, łapczywie je zlizał i to wystarczyło, by miał rausza. Skakał wtedy na stole, śpiewał i wywracał się bardzo zabawnie, ku zachwytowi i oczarowaniu Witkacego, który twierdził, że coś takiego można tylko porównać z widzeniami po pejotlu.
Były wtedy modne tabletki “Matta” ze spirytusu denaturatowego, które służyły do ogrzewania podróżnych maszynek. Dowąchał się Anatol, że to alkohol, i pilnie śledził Basię, gdy ich używała. Raz nim zdążyła je schować, zapukał listonosz. Basia zerwała się do drzwi, a [...] czyhający ciągle na okazję Anatol złapał tabletkę i kawałeczek odgryzł… biedaczek otruł się. Opłakiwała go Basia, a bardzo żałowali wszyscy, którzy go znali, z Witkacym na czele. Znajomy nasz zaraz zawiózł zwłóki Anatola do Lwowa, by tam po spreparowaniu oddać ten unikat do muzeum. Witkacy wspominał Anatola bardzo często, nazywając go ‘mój pejotl z Peru’.”
Maria z Łozińskich Łozińska Hempel, Z łańcucha wspomnień
Opublikował/a blogali
Opublikował/a blogali
Opublikował/a blogali 




