tanie wina

30 wrzesień 2008

Ze stron miejskich Gryfowa Śląskiego można wejść na fascynującą stronę Tanie Wina.
Są tam recenzje win, mapa z przetwórniami, porady jak leczyć kaca i forum dyskusyjne. I mniej praktyczne, acz bardzo sumiennie przygotowane dodatki na temat historii win i słownik. Każda strona opatrzona soczystym mottem. Np.:

Jabol nie traktor, a ciągnie; Przyszła pora na jabola bo już księżyc świeci, my pijemy wino, dzieci robią dzieci; August II Mocny prowadził sklep nocny; Choćby wino było z gówna, nic mu w smaku nie dorówna; Chcesz mieć zęby bursztynowe, pij jabole owocowe; Może i winko swoje promile ma, ale denaturatem lepiej się urżnąć da; Bendem pić Żywiec, aż się Okocim; Idź się jeb… ty tępaku z twoją Polską dla Polaków; Do sklepu na dole / Rzucili jabole / Nie wyjdę stamtąd / Aż się napier…. / Teraz Polska!!! itd.

Szczególnie ciekawe opisy: Sen Sołtysa , Bangkok (ze względu na etykietkę), Belzebub


pustynia śpiewa

26 wrzesień 2008

Będzie piosenka. Piosenka z dedykacją dla Izy.

Iza, przeczytałam Twój post o “zmurzynieniu” Tomka Kozaka i wyznaję, że zupełnie go nie rozumiem… A z tej piosenki rozumiem taką rysę, bliznę. Ot, różnice w patrzeniu. :)


mierna rozrywka

25 wrzesień 2008

W tegorocznych wyborach Wyborcza zdecydowanie proteguje parę Mc’Cain/Palin. Czy to dlatego, że popieranie republikanów stało się polską racją stanu? Nie chcę wierzyć, że to ze względów rasowo-populistycznych; aczkolwiek kiedy się spojrzy na entuzjastyczno-rasistowskie komentarze po artykułami, moża się zastanawiać czy Wyborcza nie zamierza odebrać czytelników Naszemu Dziennikowi.

Mc’Cain ojcem opatrznościowym – zawiesił kampanię i będzie wydobywał Amerykę z kryzysu, w którym pogrążyli go jego partyjni przyjaciele, Wice-Prezydent z Prezydentem, i za którym on sam głosował… Wzruszające. Bezprecedensowe. Ciekawa jestem, co Sarah Palin ma do powiedzenia na temat ratowania gospodarki amerykańskiej…

A chodzi o to, że kolejny wstrząs na giełdzie zbliżył się bardzo niebezpiecznie do terminu pierwszej prezydenckiej debaty, która odbędzie się w piątek. October Surprise! Co więc najlepiej zrobić? Uciec!

A! I Condi Rice – przedwyborczo – poprowadzi Polaków na zwycieską wojnę przeciw Rosji. Tak się składa, że czytam właśnie o tworzeniu Księstwa Warszawskiego… Condi jak nowy Napoleon. Tylko czy ktoś w kontekście gruzińsko-rosyjskiego kryzysu dostrzega jeszcze Osetyńców i ich prawa?

Czy ktoś mi może powiedzieć jaki dziennik polski – w wydaniu internetowym – warto czytać?


kierunek: prowincja

23 wrzesień 2008

drogowskaz: http://prowincjonalnie.wordpress.com/


Bóg, honor, Ojczyzna

20 wrzesień 2008

“The first casualty in war, they say, is truth. This is specially true if the war is a holy war, an ideological struggle, a Kulturkampf, or ’struggle between civilizations.’ When powers strive for mere territory the truth does not suffer as much as when they pose as vicars of righteousness, as representatives of God or absolute Truth. A holy war tempts people to demonize the enemy and call for his complete destruction. It makes peace talks sound like treason or the sin against the Holy Ghost. It makes rational diplomacy very difficult.”

A. J. Hoover. God, Germany, and Britain in the Great War: A Study in Clerical Nationalism. New York, 1989.


Azjata w Polsce

17 wrzesień 2008

Pewien mój przyjaciel, antropolog, jest od roku na badaniach terenowych w Polsce. Mieszka w jednym z największych miast zachodniej Polski; badania terenowe robi na prowincji. Mój przyjaciel mówi po polsku, z akcentem. Ma także niezbywalną “usterkę” – jest Azjatą.

Mój przyjaciel był wcześniej w Polsce kilka razy, np. w Lublinie. Stereotypy przedstawiają wschodnią Polskę jako region zapyziały i ksenofobiczny. Rok temu mój przyjaciel powiedział mi jak jest zaskoczony, że w w wschodniej Polsce lepiej traktowano go na ulicach niż w bardziej “cywilizowanej” Polsce zachodniej. Wiadomo – stereotyp. A stereotyp kłamie.

Mój przyjaciel czytał dużo o Polsce, bo to jego specjalność zawodowa. Więc niby wiedział czego się może spodziewać, ale spodziewanie a doświadczenie to dwie różne rzeczy. Mój przyjaciel mnie oszczędza i nie opowiada, bo mnie lubi, a wyskoki rodaków to nie moja wina. Ale ja wyciągam od niego te opowieści, bo jestem ciekawa. Bo chcę wiedzieć jak to jest, jak się jest Azjatą w Polsce.

W anegdotach mojego przyjaciela nie ma żadnych rewelacji: popychania w tramwaju przy wsiadaniu i wysiadaniu, domaganie się ustąpienia miejsca, opryskliwe traktowanie w niektórych sklepach lub w instytucjach użyteczności publicznej. Gapienie się i wytykanie palcami. Wyzwiska z ust młodocianych machos i emerytów w tramwajach i autobusach. Plucie pod nogi. Ostatni jakaś nastoletnia dziewoja w towarzystwie ojca charknęła mojemu przyjacielowi pod nogi, co ojciec skomentował z uznaniem: “Cóż, w naszym pokoleniu takie żółtki to były wyjątki. Wasze pokolenie musi się do tego widoku przyzwyczaić.”

Mój przyjaciel zastanawia się, czy reagować na takie zaczepki. Odradziłam mu. Agresorzy mogą to potraktować odpowiedź jako prowokację do ataku, a zupełnie nie wiadomo, jak w takim wypadku zachowałaby się policja. Nie wspominając o tych, co staliby obok.

Mój przyjaciel, z dużym poczuciem humoru, zauważył, że poziom agresji jest wprost proporcjonalny do beznadziejności pogody – im zimniej, pochmurniej, chłodniej, tym większa wobec niego agresja. Latem tego było znacznie mniej. Być może ilość energii słonecznej wpływa na zdolność tolerancji rasowej rodaków. Myślę jednak, że powód jest mniej meteopatyczny, a bardziej merkantylny – Azjata w wakacje, to turysta, a więc dochód. A pieniądze łatwiej tolerować niż człowieka.

Mój przyjaciel woli więc swoje badania terenowe na prowincji. Tam też się gapią ale inaczej. Mniej w tym gapiostwie agresji, więcej ciekawości. Tam nie popychają, ale podają rękę, żeby go dotknąć. I on to rozumie. Bo wie, że dla wielu jest prawdopodobnie pierwszym Azjatą, jakiego w życiu widzieli. Dlatego uśmiecha się do dzieci, które zbiegają się żeby go obejrzeć. A dla mnie pada kolejny stereotyp o ksenofobii na zapyziałej wsi.

Cóż mogę powiedzieć mojemu przyjacielowi? Poradziłam mu, żeby sobie kupił samochód i przestał jeździć tramwajami i autobusami. Ale jak uniknąć chodzenia po ulicach? Powiedziałam mu, że też sobie przypominam zaczepki, popychania i wyzwiska w autobusie wobec młodych kobiet. Agresja werbalna rozbuchanych samczyków, połączona z syndromem niespokojnych rąk. I że samczyki często pluły pod moje nogi, zwłaszcza gdy były w watasze. A więc to nie tylko rasa, ale i płeć i wiek… Nie mam zamiaru “pocieszać”, tym bardziej tłumaczyć. Bo rasizm jest rasizmem, a jaki jest… każdy widzi? Pewnie nie każdy. Mój przyjaciel powiedział mi, że gdy ma już dość dużego, cywilizowanego miasta zachodniej Polski to wyjeżdża do Wiednia i Berlina. W Wiedniu się wychował, w Berlinie ma przyjaciół. Niemców i Austriaków. Może odetchnąć. W Polsce trudno nawiązać przyjaźnie.

A ja? Ja nie mogę wyjechać od takich rozmów. Nie mam dokąd. Zresztą… nie chcę. To plucie pod nogi, agresja w tramwajach i na ulicach, to część mojego doświadczenia kulturowego, mojej kulturowej kompetencji. Umiem odpyskować, umiem skląć, umiem oddać wredne spojrzenie, umiem nawet strzelić w pysk, jeśli potrzeba. Umiem agresją odpowiedzieć na agresję. Jestem z miasta. A jak się po tym czuję… to moja sprawa. I mojej kompetencji kulturowej. Bez romantyzacji. Bez apologii. Tylko… No właśnie.


historia magistra

14 wrzesień 2008

Najtrudniej jest ich przekonać, że w historii nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Że zbiór możliwych interpretacji zawęża się poprzez analizę skomplikowanych procesów. Że w tego typu badaniach nie ma drogi na skróty. Że za każdą drogę na skórty płaci się przekłamaniem, banalizacją i naciąganiem argumentacji. Bo w tej dziedzinie nigdy nie ma prostej odpowiedzi na pytanie: kto przegrał, kto wygrał i dlaczego tak się stało.

A oni tego nie lubią, bo się gubią. Więc upraszczają. Generalizują. Szukają po omacku. Zatrzaskują butem kolejne otwarte drzwi i udają, że to ściana. Odwracają się plecami do szkieletów w szafie. Udają, że nie śmierdzi, kiedy cuchnie tak, że nie można wytrzymać. Studenci przeszłości.

Ale od jednego nie są w stanie uciec (i to jest dla nich najlepsze) – od własnej różnorodności. Różnice w ich wykształceniu, w doświadczeniu życiowym, w kapitale kulturowym z jakim tu przychodzą. Mike mówi: “Ja nie rozumiem Holokaustu. Nigdy nie rozumiałem. Dlaczego biali ludzie robili to sobie samym?” No właśnie: dlaczego.


patriarchini Sarah P.

11 wrzesień 2008

Moje zdanie o Sarah Palin– Cóż. Moje zdanie jest takie, że John McCain i Sarah Palin mają ogromne szanse wygrać wybory. I jest to smutne. Najwidoczniej dwa razy do tej samej rzeki nie da się wejść i Ameryka z początku XXI wieku nie jest Ameryką z lat 60-tych wieku XX-go. Większość Amerykanów jest konserwatywna. Wielu jest aktywnie konserwatywnych: nigdzie nie widziałam tak wielu fanatyków politycznych czy religijnych jak w Stanach. Jest oczywiście całkiem spora grupa liberałów czy lewicowców, ale to nie większość. I bez radykalnej reformy systemu oświaty, której republikanie oczywiście nie zrobią, procentkonserwatystów wobec liberałów będzie wzrastał. Podziały polityczno-światopoglądowe biegną w Ameryce wg kategorii wykształcenia i miejsca zamieszkania (wybrzeża v. heartland; metropolie v. miasteczka; Południe v. Północ już nie ma takiego znaczenia jak kiedyś, bo Północ jest w wielu miejscach ie mniej konserwatywna niż Południe). Rozbuchany nacjonalizm ery Busha zrobił swoje. Próby Obamy, żeby w tej elekcji dominowały kwestie ekonomiczne (kryzys, który wszyscy odczuwają) spełzają na niczym, bo republikanie i ich elektorat chcą słuszeć o wartościach, a nie o problemach; chcą afirmować własną tożsamość, która obsuwa się ekonomicznie, ale właśnie dlatego ideologicznie ma się bardzo dobrze. Nawet, jeśli wartości są już potwornie zużyte i przeżyte.

A Sarah Palin– Sarah Palin jest wytrawnym politykiem. Jej nominacja była doskonałym zabiegiem ze strony republikanów. Czy Sarah Palin odbierze elektorat Hillary Clinton? Nie sądzę. Na Sarah Palin będą głosowały te kobiety, które i tak głosowałyby na McCain’a albo te, które i tak nie głosowałyby na Obamę. Hillary jest pro-choice. Palin jest najbardziej prolajferską prolajferką. Hillary to polityczny establishment. Palin ma reputację outsidera. Hillary w istocie nie startowała w tych wyborach jako kobieta, ale jako “I, Hillary Rodham Clinton”. Sarah Palin startuje jako “superkobieta” – matka, wkrótce babka, córka, żona, itd. Na Sarah Palin będą głosowały słabo wykształcone gospodynie domowe, matki wielu dzieci, aktywistki religijne. A to całkiem spory elektorat. Tym osobom podoba się, że Sarah Palin wierzy w każde słowo Biblii, że jest matką pięciorga dzieci, że jej mąż jest budowlańcem, że jej brat jest w wojsku, że jej nieletnia córka jest w ciąży i niebawem wyjdzie za mąż za nieletniego ojca swego dziecka. Z Sarah Palin utożsamiają się miliony kobiet, które nigdy nie miały feministycznych ambicji. I co najważniejsze, Sarah Palin dała alternatywę tym, którzy nie chcieli głosować na McCaina ze względu na jego pro-Bushizm, a nie przyznawali się wprost, że na Afro-Amerykanina głosować po prostu nie będą. Z tego wynika część ekscytacji z Sarah Palin – “normalnej kobiety”, “jednej z nas”. Jeśli ktoś to nazwie triumfem przeciętności – to też będzie miał rację. Sarah Palin wygrywa właśnie dlatego, że jest przeciętna.

I, last but not least, Palin daje ludzką twarz kandydaturze McCain’a, usuwając w cień Cindarellę McCain, o image’u podstarzałej lalki Barbie ze spojrzeniem bazyliszka. Sarah Palin wygląda jak entuzjastyczna i ludzka córka prezydenta-patriarchy. Ładnie to wygląda. Rezonuje z wartościami.

Jeśli ktoś śledzi rozwój historii kobiet, to zauważy, że całkiem niedawno zaczęto badać udział kobiet w konserwatywnych i prawicowych ruchach politycznych i społecznych. Przez kilka dekad panowało poczucie, utwierdzone praktyką naukową, że kobiety, jako grupa opresjonowana, naturalnie skłaniają się w kierunku aliansów politycznych z lewicą. A tak nie jest. I nigdy nie było. Wielu kobietom patriarchat bynajmniej nie przeszkadza – i cóż w tym dziwnego? Wiele kobiet robi fenomenalne kariery nawet a radykalnie patriarchalnych i mizoginicznych środowiskach. Ba, wiele kobiet robi olśniewające kariery wypływając na hasłach mizoginicznych! Czy nie znamy tego z własnego podwórka?

Oczywiście, nie byłoby Sarah Palin, gdyby nie było Hillary Clinton. I nie byłoby Hillary Clinton, gdyby nie było Condoleezy Rice. A nie byłoby Condi Rice, gdyby nie Madelene Albright. A Madlene Albright – gdyby nie Margaret Thatcher. I tak można do Ewy, ale nie o to chodzi. Amerykanie nazwą to “progresem”. I pewnie będą mieli racją. Ameryka będzie miała przed sobą kolejne 4, a może 8 lat załamania gospodarczego, głupich wojen, drenowania kieszeni tzw. średniej klasy, która jest już bardzo średnią klasa i jeszcze głupszej rozrywki. Na dziś jestem pesymistką. Jeśli wygrają republikanie, a na to wygląda, to Ameryka zaczęła się kończyć po Clintonie i jest na równi pochyłej. Czy to dobrze, czy źle dla układu globalnego? Zobaczymy. W każdym razie jest duża szansa, że następną amerykańską VP będzie kobieta, która zrobi wszystko co w jej mocy, żeby kobiety wróciły na swoje właściwe miejsce…

P.S. Słyszałam opinie, że za tak silną pozycję republikanów odpowiedzialna jest właśnie maszyneria Clintonów, którzy w czasie kadencji Billa pociągnęli Partię Demokratyczną tak bardzo na prawo, jak tylko mogli. W efekcie trudno czasami dostrzec różnice pomiędzy liberalnymi konserwatystami a centrowymi liberałami. A gdy ma się dwie takie opcje do wyboru, to się wybiera tego na prawo – bo bezpieczniej.

A teraz napiszę coś bardzo political fiction. Jeśli Barack przegra, to chciałabym (tak jak wielu), żeby skapitalizował “Obabamanię” i założył nową partię polityczną. Jego program wyborczy brzmi w istocie socjalistycznie. Jeśli Obama przegra, to może dłużej pożyje… Więc, paradoksalnie, może w ten sposób będzie mógł dokonać większej zmiany, tak jak chce on i wielu Amerykanów?

Rozbuchany patriotyzm-nacjonalizm za McCaina i Palin byłby nie mniej żarliwy, jak za Busha. A Amerykanie muszą, jak się zdaje, jeszcze bardziej dostać w tyłek ekonomicznie, żeby się ocknąć. Co się wówczas stanie? Czy stworzy się miejsce na nową patrię, która ma lewicowy program? Być może. Niestety, historia pokazuje, że w takich wypadkach wzmacniają się też stronnictwa radykalno-prawicowe… Z wyborów na wybory widać coraz bardziej, jak Ameryka się wewnętrznie polaryzuje. I to jest niebezpieczne. I dla Ameryki, i dla świata.


kobiecość, czyli konsumowanie

9 wrzesień 2008

W internetowym “Focusie” znalazłam tekst (kuriozalny? niesprawiedliwy? płytki? pornograficzno-polityczny? a może po prostu niedorobiony? nie mogę znaleźć odpowiedniego określenia) Artura Górskiego: Kobiety sobie radzą

“Polska Ludowa przewidziała dla kobiety rolę nadzwyczajną. Miała być damą, robotnicą, wojownikiem, a przy okazji mężczyzną. Socjalizm kochał kobiety. Z wzajemnością.” etc. Tekst opatrzony obscenicznym zdjęciem – dla koneserów.

Autor przedstawia peerelowskie kobiety (czyli kogo?) wg znanego schematu, który w polskiej publicystyce skrytykowała Agnieszka Graff, a przed nią kilka innych socjolożek w innych miejscach świata: kobiety z demoludów to niewierne patriotki, które zaprzedały się wrogiemu systemowi za parę pończoch, tabliczkę czekolady i paczkę papierosów. Za dobra konsumpcyjne pomogły uzurpatorskiemu systemowi wykastrować swoich mężczyzn. Sprostytuowały się z obcym systemem. W tekście Górskiego pięknie ilustruje tą ideologiczną przesłankę stosownie dobrane zdjęcie. Ciekawe, że podobnej reprezentacji używano np. w prawicowa lub patriotycznej retoryce niemieckiej, oskarżając Niemki o tzw. horyzontalną kolaborację z zachodnimi alianckimi okupantami po 1945 roku (pończochy, tabliczka czekolady, papierosy). Odwołał się do niej Emir Kusturica w swoim kultowym Undergroundzie (np. Marko Dren wpina czerwony goździk w uroczy tyłek prostytutki a Natalja pozuje z lufą czołgu niczym burdelowa tancerka na rurze). Bo retoryka obwiniająca kobiety o kolaborację z systemem, który uzurpował sobie rolę tzw. “prawdziwego” mężczyzny, znajdzie się we wszystkich byłych domoludach po 1989 roku. I nie chodzi tu o prawą (w całej rozpiętości), centralną (toż samo) czy lewą (z tendencją w prawo) polityczną stronę. Chodzi o populistyczny zabieg wskazanie palcem winnego, zdrajcy, przyczyny rozkładu moralnego, który umożliwił przeobrażenie ustroju społecznego. A takim idealnym kandydatem na zdrajcę jest Ewa. Kwiatek dla Ewy, więc Ewa puściła się z komunizmem. Za tabliczkę czekolady i urlopy macierzyńskie. Nie interpretuję tutaj historii, ale streszczam pewną ideologię.

Przy tej okazji przypomniał mi się mój poprzedni wpis o Pannach z Wilka Iwaszkiewicza, jedno z trofeów w kolekcji mizoginiów polskich. Utożsamienie kobiecości z konsumpcją nie jest polskim wymysłem, bo taki “genom” kulturowy kursował w świadopoglądach euro-kolonialnych od … Ewy, co pożarła jabłko i Pandory, co otworzyła puszkę. Ale w Polsce, zwłaszcza w kontekście ziemiańskiego stylu życia, ten koncept staje się naturalny… jak sama natura.

*
Tym razem przeczytałam Panny w Wilka pamiętając o tym, że Wiktor kocha swego przyjaciela i że Andrzej był najważniejszym człowiekiem w życiu Wiktora. Załamanie Wiktora, to nie jest egzystencjalny niepokój wynikły z konfrontacji ze śmiercią przyjaciela. To zmaganie się z pustką, jaka zostaje w życiu po śmierci najbliższego człowieka. Wiktor nie jedzie do Wilka po to, żeby szukać wspomnień młodości ale po to, żeby się upewnić, że nikt, a dokładniej, że żadna z bliskich mu kobiet nie była w stanie wypełnić jego życia tak, jak ukochany przyjaciel. Lato przełamuje się w Wikotrze w chwili, gdy akceptuje swoją tożsamość. W opowiadaniu Iwaszkiewicza nieobecny przyjaciel jest tak samo ważny, jak wszystkie panny z Wilka razem wzięte.

Wszystkie panny z Wilka. Wszystkie te ponętne ciała i dusze, na których Wiktor wypasa się w młodości, jak motyl na łące, naznaczone są skazą przemijania. Bo Wilko to wielka spiżarnia, nad którą czuwa wielka ochmistrzyni, Kazia. Panny, jak konfitury, bierne, apetyczne, gotowe do spożycia. Życie Wilka zamknięte w rytmie cyklów natury, systemu reprodukcji i trawienia. W Wilku rządzi porządek żeński. Zmarłą Felę zastępuje młoda Tusia, bo Wiktor z trudem dostrzega różnicę. Kobiety wszak indywidualności nie mają. W Wilku rządzi niezmienna natura kobieca. Ten porządek odrzuca jednak Wiktora z powodów “moralnych”; Wiktor domaga respektowania indywidualności (zaniedbany grób Feli), bez skutku jednak, bez nadziei na skutek. W Wilku nic się nie zmienia, z zasady, a zasada ta jednocześnie pociąga Wiktora i odpycha. W Wilku brak moralności, brak porządku ojca. Życie Wilka zamknięte pomiędzy gotowaniem, trawieniem i wydalaniem. Jedyny mężczyzna w Wilku, mąż Julci, produkuje. Masło i mleko. Na sprzedaż.

Wilko, to miejsce poza czasem, dlatego Wiktor tu przyjeżdża, aby uciec od puski po stracie ukochanego, przed przyszłością, w której brak miejsca na spiżarnię i ciepłą, karmiącą kobietę. Wilko to “babiość”, od której Wiktor uciekł w świat czynu, ideały, polityki, zmiany, wolnej woli i miłości prawdziwej do równego sobie, czyli – do innego mężczyzny. Wilko to przestrzeń liminalna, kuchnia, do której Wiktor wraca, by się nasycić i przekroczyć nowy próg życia. Powraca do spiżarni po to, żeby się utwierdzić w swoim wyborze, w tym, że nie sprzedał duszy i ciała za słoiczek konfitur.

Wiktor ogląda zdegenerowanych, słabych mężczyzn, którzy krążą nad Jolą i Julcią, jak trutnie nad królową matką i czuje do nich pogardę. Dzięki konfrontacja z porządkiem matki, z “babiością”, Wiktor odnajduje się jako mężczyzna-samotnik, mężczyzna-żołnierz, mężczyzna-z-sobą-pogodzony. Żarłoczna babiość jest negatywem, wobec którego Wiktor odbudowuje swój pozytywny auto-wizerunek, afirmuje się jako mężczyzna-który-kochał-[...] i reintegruje się.


podszewka

7 wrzesień 2008

Św. Jadwiga Śląska – negatyw.

Adam powiedział: “jak wiara wychodzi z wewnątrz to jest pozytyw…a jak jest narzucona od zewnątrz to negatyw…gdzieś o tym czytałem…”