3 maj 2009
Boya rozważania na temat Art. 199 kodeksu karnego dotyczącego nierządu:
“Co to znaczy ‘bez jej wyraźnego pozwolenia’? Czy pp. prawodawcy widzieli kobietę (poza biedną prostytutką), która by dała kiedy ‘wyraźne zezwolenie’? Czy sama natura nie wprowadziła, nawet u zwierząt, w grę miłosną wzbraniania się samiczki jako środka mającego doprowadzić akt płciowy do pożądanej temperatury? Gdyby pp. prawodawcy – o ile nie mają osobistych doświadczeń w tej mierze – czytali bodaj Uwiedzioną Boya albo pierwszą pieśń w Don Juanie Byrona (‘I szepcąc nie pozwolę, pozwoliła’), nie popełniliby tej omyłki.
A ‘zezwolenie dorozumiane’? Jak, przez kogo? Kto to ma ocenić? Pan sędzia? Trzeba by przed nim chyba odegrać całą scenę! Faktem jest, że tego rodzaju paragraf służyć może jedynie do nadużyć lub do ośmieszenia powago sądu. Wystracza tu zupełnie parag. 1 art. 202″ “Kto przemocą i groźbą albo podstępem doprowadza inną osobę” itp. – za co mu kropią pp. prawodawcy dziesięć lat więzienia. Niech i tak będzie; gwałt to jest rzecz brzydka, ‘podstęp’ już bardziej wątpliwa; ale owe ‘czyny nierządne bez wyraźnego lub dorozumienia zezwolenia’ – to już farsa.”
*
“… godny uznania liberalizm w stosunku do homoseksualizmu, który zniknął zupełnie z projektu kodeksu karnego. Nie zna to (mam nadzieję), aby pp. prawodawcy to zboczenie pochwalali; ale uznali, bardzo rozsądnie i zgodnie z duchem całej nowoczesnej nauki, że paragraf tutaj nic nie wskóra, a raczej, przeciwnie, mnoży tylko homoseksualistów, wytwarzając atmosferę sprzyjającą szantażowi i spekulacji fałszywych ‘homoerotów’.”
Tadeusz Żeleński (Boy), Nasi okupanci
3 komentarzy |
feminizm, obyczaje, płeć, wyimki |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a blogali
1 maj 2009
“W kodeksie austriackim istniało, jako wiadomo, ‘dochodzenie ojcostwa’, przy czym sędzia musiał uznać ojcem dziecka tego, kogo kobieta podała, o ile ów miał z nią sprawę w okresie od dziewięciu do sześciu miesiący przed rozwiązaniem. Ponieważ skarżącym był opiekun dziecka, a matka była świadkiem przesłuchiwanym pod przysięgą, zatem w praktyce kobieta wybierała sobie po prostu ojca dla dziecka. W Galicji zabiedzone i zahukane kobiety nie umiały korzystać z tego prawa, może nie wiedziały o nim; ale w Wiedniu dziewczątka znały kodeks na wylot i były prawdziwym postrachem amatorów miłości. Zwłaszcza kolonia polska, złożona z niezamożnych, a zmuszonych ‘trzymać fason’ urzędników ministerialnych, drżała przed nimi: winien czy niewinien, skoro się zbliżył do kobiety, jak grom spadały wyroki o alimenta, nadwerężając poważnie pensyjki urzędnicze. Ludzie dochodzili w tym lęku do neurastenii. Do czego mógł przywieść taki święty strach przed ojcostwem, świadczy następująca autentyczna historia pewnego wiedeńskiego radcy ministerialnego, Polaka. Postępował, stale z całą urzędową systematycznością, tak: przy stosunku z kobietą używał prezerwatywy, którą następnie poddawał, w jej oczach, ‘próbie wodnej’; chował ją do koperty, pieczętował kopertę, opatrywał datą, kazał partnerce własnoręcznie kopertę podpisać i chował ją do archiwum jako kontrdowód negatywny.
Przepraszam za tę dygresję, ale wydawała mi się interesującym dokumentem z dziejów naszej emigracji.”
Tadeusz Żeleński (Boy), Nasi okupanci
Zostaw Komentarz » |
historia, obyczaje, płeć, wyimki |
Bezpośredni odnośnik
Opublikował/a blogali