Miłosz, Tłumacząc Annę Świrszczyńską na wyspie Morza Karaibskiego
Koło bananowców, na leżaku nad basenem / W którym Carol robi nago swoje pętle / Crawlem i klasycznym, przerywam jej / Pytając o synonim. I znów pogrążam się / W mruczącą polszczyznę, w rozpamiętywanie.
Z powodu nietrwałości umysłu i ciała, / Z powodu twojej czułości dla naszego losu / Przywołuję ciebie i będziesz między ludźmi / Choć napisałaś w wierszu: “Nie ma mnie”. / “Jaka radość, że nie ma mnie”. / Co wcale nie znaczy: “I do not exist / Ani: Je n’existe pas, i jest słowiańskie: / Mnie nietu, jak rodem z Orientu.
I, zaiste, wysławiając bycie: / rozkosz miłosnego dotyku, rozkosz biegania po plaży, / wędrowania po górach, nawet grabienia siana,
Znikałaś, żeby trwać bezosobowo.
Kiedy zobaczyłem ciebie raz ostatni, / Zrozumiałem, dlaczego ciebie nie lubili, / Ani twojej poezji. Z tą twoją białą grzywą / Tylko jeździć na miotle, mieć diabła za kochanka, / A ty jeszcze obnosiłaś się / Z filozofią wielkiego palca u nogi, / Żeńskiej szpary, pulsu, grubego jelita.
Definicja tej poezji: cokolwiek robimy, / Pragnąc, kochając, posiadając, cierpiąc, / Jest zawsze tylko tymczasem, / Bo musi gdzieś być inne, prawdziwe i stałe, / Choć zupełnie nie wiadomo, czym jest wieczność.
I ciało jest najbardziej tajemnicze, / Ponieważ tak śmiertelne, chce być czyste, /Uwolnione od duszy, która krzyczy: “Ja!”
Metafizyczna poetka Anna Świrszczyńska / Najlepiej czuła się stojąc na głowie.
***
Miłosz zrobił dla Świrszczyńskiej coś “przewrotnego” – wbrew jej niewysokiej pozycji w rodzimym kanonie literatury współczesnej, wypromował ją, obok Herberta i siebie, na jedną (sic!) z trzech najważniejszych powojennych poetów polskich. Dlatego każdy student polskiej literatury współczesnej w Stanach bez wahania wskaże ją, jako jedną z mistrzów. Jako mistrzynię. I na dodatek – jako modelową poetkę feministkę zza “żelaznej kurtyny”.
Literacka fascynacja Miłosza poezją Świrszczyńskiej, jak się tu ocenia, to efekt jego dążenia do poetyckiej pełni. Poetka reprezentowała żeńskość poezji, której Miłosz nie był w stanie sięgnąć – mistykę ciała, fizjologii, nie-intelektualnej wrażliwosci, metafizykę przemijania. A i klimat kalifornijski sprzyjał po temu, żeby poważnie potraktować pisarstwo kobiet i pisarki, właśnie jako komplementarny (a nie suplementarny) element sztuki literackiej. Miłosz był zafascynowany Świrszczyńską. Amerykańska polonistyka trwa w tej fascynacji nadal.
1 lipiec 2009 o 12:33 pm |
No, dobrze, a co z Szymborską? W sensie: czy to jedna z mistrzów dla amerykańskiej polonistyki (poniekąd niezależnie od akcji promocyjnych Miłosza; byli inni promotorzy)?
1 lipiec 2009 o 1:17 pm |
Szymborska jest tłumaczona, tłumacze dostają prestiżowe nagrody za jej tłumaczenia (niekoniecznie slawistyczne). I z pewnością jest też sporo miłośników Szymborskiej. Ale póki co i oby jak najdłużej – ona jest “stosunkowo żywym klasykiem”.
Zagajewski jest ogromnie celebrowany, od lat uważany tu za jednego z pewnych kandydatów do literackiego Nobla, spędza zresztą dużo czasu w Stanach.
Ich prestiż jest niczym nie zagrożony.
Ze Świrszczyńska jest inaczej – zmarginalizowana w rodzimym kanonie m.in. za “poetykę żeńskiej szpary”. Okazało się, że ta poetyka może być bardzo ceniona w innym kontekście kulturowym. I to dzięki poecie, który kompletnie zrepresjonował ciało w swojej poezji. I to uważam za ciekawe.
1 lipiec 2009 o 3:33 pm |
Tak się tylko chciałem doinformować, czy aby amer.polo. nie ogranicza swej atencji wyłącznie do “typów Miłosza”. A przy okazji dowiedziałem się o Zagajewskim (co jednak trochę mną wstrząsnęło
1 lipiec 2009 o 6:55 pm |
Ja tam nie jestem najlepszym źródłem informacji, ale słucham tego, co koledzy i koleżanki od literatury mawiają na oficjalnych wystąpieniach
.
A Zagajewski – oj, bardzo tak. Żeby było ciekawiej – nie tylko w Stanach cieszy się taką estymą. Mój przyjaciel z Izraela wyznał mi kiedyś, że jedną z trzech książek, które zabrał ze sobą z Izraela “na nową drogę życia, był przekład poezji Zagajewskiego (oczywiście na hebrajski). To jest jego kultowy poeta. A chłopak bynajmniej bez specjalnych polonofilskich odchyleń.
2 lipiec 2009 o 7:46 am |
“Lecz nożyce cięły, wzdłuż linii i poprzez
włókna, krawcy, ogrodnicy i cenzorzy
cięli ciało i wieńce, sekatory niezmordowanie
pracowały, jak w dziecinnej wycinance
gdzie trzeba wystrzyc łabędzia lub sarnę.
Nożyczki, scyzoryki i żyletki drapały
cięły i skracały pulchne sukienki
prałatów i placów i kamienic, drzewa
padały bezgłośnie jak w dżungli
i katedra drżała i żegnano się o poranku
bez chustek i bez łez, takie suche
wargi, nigdy cię nie zobaczę, tyle śmierci
czeka na ciebie, dlaczego każde miasto
musi stać się Jerozolimą i każdy
człowiek Żydem i teraz tylko w pośpiechu
pakować się, zawsze, codziennie
i jechać bez tchu, jechać do Lwowa, przecież
istnieje, spokojny i czysty jak
brzoskwinia. Lwów jest wszędzie.”
(Zagajewski, “Jechać do Lwowa”)
Wybacz ten desant cytatem
[choć może i pasuje do Twojego album wycinków
], on może jakoś ilustruje typ zapotrzebowania, zaspokajanego przez A.Z. Który jednak moją naturę ironistki przyprawia o rodzaj wzniosłych mdłości [wzdłości?] i stąd pewnie ten szok.
2 lipiec 2009 o 3:42 pm |
Cytat pasuje bardzo – dziękuje! I podzielam wzdłości. (Choć moja rodzina też ze Lwowa…)
I tak na gorąco myślę, że taki wiersz – z tej strony oceanu – może być “zuniwersalizowany” na doświadczenie całej Europy Środkowo-Wschodniej w XX wieku, a właściwie jeszcze wcześniej (pogromy – zresztą bezpośrednie odwołanie w wierszu; i rzeczywiście – moim zdaniem żenująco nieadekwatne w wielu, wielu powodów…). Poetyka czystki etnicznej. A z tym się tu większości ESW kojarzy. I chyba nie bez powodu?
I to miasto, jako ciało; a właściwie miasto-społeczność, jako ciało; a właściwie przestrzeń-społeczność, jako ciało… Tak… Męski podmiot nie ma problemu z przyjęciem takiej rozlanej perspektywy – fizycznie i osobiście. “Nazywam się Milijon / Bo za milijony / Ja kocham i cierpię katusze / …
Świrszczyńska pisze o własnym ciele, zmieniającym się ciele kobiety, szczerze i do bólu – i może to tak ujęło Miłosza? Szczerość poetycka?
P.S. A poza tym Zagajewski dobrze mówi po angielsku, a to zawsze pomaga.