pewien zaskroniec w Krakowie…

… na przełomie wieków:

“Janka bardzo go lubiła; owijał się jej koło szyi i tak sobie po mieszkaniu chodzili. Gnieździł się chyba w krzewie klematisu, zawsze go tam widywałam. Ten krzew był rozpięty pod oknem pokoju muzycznego. Pamiętam naszego zaskrońca, jak siedział zwinięty, z wyciągniętą szyją, zupełnie jak na emblemacie wiedzy farmakologicznej [...]. Pił mleko z miseczki i zjadał małe żaby.”

Kazimiera Treterowa, Reportaż z mojego życia

Dodaj komentarz