konformizm historyków

10 kwiecień 2009

Prof. Tadeusz Zieliński, jeden z najwybitniejszych polskich filologów klasycznych. Tych informacji o profesorze wikipedyści nie zamieścili. Cenzura wewnętrzna. Zapewne. Tego wiedzieć nie trzeba.

***

“I tak się stało, że jeszcze pełen szlachetnego patosu i wzniosły w gestach swych poetyckich deklamacji – ten stary człowiek stracił jak gdyby poczucie rzeczywistości. Pisząc swe naukowe dzieło o Hellenizmie i judaizmie – nie zrozumiał dziejowych perspektyw i analogii zachodzących między dwiema epokami historycznymi. W naukowych wywodach dyskredytując wartości moralne judaizmu, a wynosząc hellenizm, jego religię i kulturę, i wywodząc z nich chrześcijaństwo – jakby zapomniał, że głosi takie poglądy w czasie triumfów hitlerowskich, rosnącego faszyzmu, zagrożenia Żydów. Że tym samym leje wodę na młyn zgubnych dla Żydów teorii.

Żydzi poczuli się tą książką specjalnie dotknięci, uznali Zielińskiego za bojowego teoretycznego antysemitę. Wywiązała się przykra i nerwowa polemika.

Drugim faktem, który zdyskredytował Zielińskiego w oczach calego postępowego odłamu społeczeństwa, była jego rola podczas wizyty Goebbelsa.

Latem 1934 roku Goebbels [...] już był groźnym symbolem nienawistnego niemieckiego faszyzmu. Zaprosiła go do Warszawy tak zwana Międzynarodowa Unia Intelektualna, przypuszczalnie pod presją rządu. Do Unii tej należeli i uczestniczyli w jej zjazdach zagranicznych różni pisarze i działacze kulturalni nie odznaczający się wcale faszystowskimi poglądami. Szczęśliwy instynkt czy wyraźna odraza nie pozwoliły im wtedy podjąć się zadania, które wypełnił profesor Tadeusz Zieliński, nominalny prezes Unii.

Dlaczego ‘brodaty Jowisz z prawego ramienia Akademii’, jak go złośliwie nazywał Rzymowski, podjął się tej funkcji i wystąpił na forum z mową powitalną, patetyczną i piękną jak zawsze, którą na domiar złego rozniosły po kraju i za granicą radiowe anteny? Czy nie orientował się, a jakiej haniebnej roli występuje, czy podjął się pośrednictwa pod przymusem, czy postąpił zgodnie ze swą naturą trwożliwego z usposobienia i zawsze godzącego się z władzą – konformisty?

Wizyta Goebbelsa i rola, jaką odegrał w tej sprawie Zieliński, wywołała burzę protestów, wiele listów ogłoszonych w pismach postępowych i liberalnych. Określiła ona także postawę życiową Zielińskiego, którą w ten sposób scharakteryzował Rzymowski w “Epoce”:

‘W dawnych salonach petersburskich – zaszczyty moskiewskie, wśród ruin greckich – kapłan Apollina, w Watykanie – papista, w uniwersytecie im. Józefa Piłsudskiego – piłsudczyk, w Lublinie – polski klerykał.’

[...]

Z tego żałosnego pobojowiska jego warszawskiego życia, z ruin państwa polskiego, któego chciał być obywatelem, z tego przejściowego etapu długiego i urozmaiconego życia – zabrał Tadeusza Zielińskiego syn. Syn – to znaczy Niemiec. Do siebie – to znaczy do Monachium. Za pozwoleniem władz hitlerowskich.”

Mortkowicz-Olczakowa, Hanna. Bunt wspomnień. Warszawa: PIW, 1961.


lizanie znaczków a preferencje polityczne

15 listopad 2008

“Marszałka Piłsudskiego moja ciotka [ziemianka z Wielkopolski] nienawidziła fanatycznie. W jej rozumieniu był on bezbożnikiem i socjałem. Doszło do awantury na poczcie w Chełmży, gdy samemu naczelnikowi odmówiła przyjęcia znaczków z podobizną marszałka, twierdząc, że ‘go lizać nie będzie’.”

Wacław Hulewicz, Dziewiąta przepaść


Warneńczyk a sprawa gejowska

26 październik 2008

“Gejowskich urodzin króla nie będzie”, jak donosi Wyborcza. Urodziny Władysława Warneńczyka, domniemanego geja, miały się odbyć w Krakowie. Ale się nie odbędą, bo przyjeżdża Jego Ekscelencja Pan Prezydent.

Nie jestem pewna, co myśleć o idei gejowskich urodzin. Z jednej strony podoba mi się pomysł takiego queerowego happeningu. Z drugiej – nie do końca.

Przyczepię się do „gejostwa“ Warneńczyka. Mało tego, że nie wiadomo do końca co Długosz miał na myśli pisząc o „sprośnym i obrzydliwym nałogu” króla. Wcale nie musiał być to homoseksualizm – mógł być onanizm, zoofilia, pedofilia, korzystanie z usług prostytutek, cokolwiek, co stało w sprzeczności z ówczesną normą seksualną. Sodomią w średniowieczu i nowożytności nazywano wszystko co powyżej wymieniłam – plus herezje, dysydenctwo polityczne i inną zdradę stanu. To gdyby nawet był to homoseksualizm, to jednak nie było gejostwo…

Podoba mi się idea campowania polskiego średniowiecza, czy w ogóle polskiej historii, ale… może niekoniecznie na tak mglistych podstawach? Znajdzie się przecież w historii Polski wielu, którzy się bardziej nadadzą. Walezy i jego polscy dworzanie, hetman Stefan Żółkiewski przebrany za boginię Diannę, niejeden ataman kozacki lub skozaczony, by wspomnieć tylko najciekawszych… A jeśli koniecznie chcemy gejów, to warto sięgnąć do Ganimedów wileńskich mistrza Lelewela… O wielkich artystach XX-go wieku nie wspominając.

Ale Warneńczyk? … Nie koniecznie. Po co się podkładać historykom i rzeźbić tam, gdzie nie ma z czego?


kości zostały rzucone

1 październik 2008

„Pierwszej nocy po zakończeniu wojny, znalazłszy się w małym teatrzyku koło wielkich bulwarów, miejscu spotkań wesołej młodzieży z frontu i tyłów – zostałem olśniony zabawą, która wydała mi się kwintesencją ekscentryczności: bardzo elegancki chłopak, który stracił ramię na początku wojny, siedział – całkiem zalany – na galerii, zbrojny w kijek, który nie był niczym innym jak jego własną kością ramieniową; od czasu do czasu ciskał na salę nieszczęsną kość, którą widzowie odrzucali mu z powrotem, śmiejąc się do rozpuku, podobnie jak on sam.“

Michel Leiris, Wiek męski


Bóg, honor, Ojczyzna

20 wrzesień 2008

“The first casualty in war, they say, is truth. This is specially true if the war is a holy war, an ideological struggle, a Kulturkampf, or ’struggle between civilizations.’ When powers strive for mere territory the truth does not suffer as much as when they pose as vicars of righteousness, as representatives of God or absolute Truth. A holy war tempts people to demonize the enemy and call for his complete destruction. It makes peace talks sound like treason or the sin against the Holy Ghost. It makes rational diplomacy very difficult.”

A. J. Hoover. God, Germany, and Britain in the Great War: A Study in Clerical Nationalism. New York, 1989.


historia magistra

14 wrzesień 2008

Najtrudniej jest ich przekonać, że w historii nie ma jednoznacznych odpowiedzi. Że zbiór możliwych interpretacji zawęża się poprzez analizę skomplikowanych procesów. Że w tego typu badaniach nie ma drogi na skróty. Że za każdą drogę na skórty płaci się przekłamaniem, banalizacją i naciąganiem argumentacji. Bo w tej dziedzinie nigdy nie ma prostej odpowiedzi na pytanie: kto przegrał, kto wygrał i dlaczego tak się stało.

A oni tego nie lubią, bo się gubią. Więc upraszczają. Generalizują. Szukają po omacku. Zatrzaskują butem kolejne otwarte drzwi i udają, że to ściana. Odwracają się plecami do szkieletów w szafie. Udają, że nie śmierdzi, kiedy cuchnie tak, że nie można wytrzymać. Studenci przeszłości.

Ale od jednego nie są w stanie uciec (i to jest dla nich najlepsze) – od własnej różnorodności. Różnice w ich wykształceniu, w doświadczeniu życiowym, w kapitale kulturowym z jakim tu przychodzą. Mike mówi: “Ja nie rozumiem Holokaustu. Nigdy nie rozumiałem. Dlaczego biali ludzie robili to sobie samym?” No właśnie: dlaczego.


podszewka

7 wrzesień 2008

Św. Jadwiga Śląska – negatyw.

Adam powiedział: “jak wiara wychodzi z wewnątrz to jest pozytyw…a jak jest narzucona od zewnątrz to negatyw…gdzieś o tym czytałem…”


artysta, generał i CoCo

6 wrzesień 2008

“Witkacemu imponowała bardzo silna wola mego męża [gen. Jan Marian Hempel]. Ciekaw był, czy dałby się namówić na kokainę i jak prędko zaczęłaby na niego działać. Mąż mój opowiadał, że będąc w Turcji z ciekawości próbował wszystkich narkotyków, ale bardzo był na ich działanie odporny [...].

- Jeszcze nie był wtedy modny twój biały proszek – mówił Witkacy – więc go spróbujemy.

W naszym apartamenciku w “Marylor” zeszli się wieczorem doktorostwo Staroniewiczowie i doktorostwo Białynieccy. Przychodzili często na sympozjony z Witkacym, a teraz byli zaciekawieni, bo Witkacy miał badać działanie “CoCo” na generale. Rozmawialiśmy w saloniku. Po dobrej chwili Witkacy wywołał mojego męża do łazienki. Wrócili z łazienki, on bardzo poważny, a mój mąż jak zwykle w iskrzącym wesołością humorze. Po jakiejś godzinie ożywionych rozmów i dyskusji znów Witkacy był jakiś chmurny, a mój mąż dalej bez żadnych zmian i w wesołym nastroju [...]. Raptem śledzący mego męża milcząco i ponuro Witkacy zerwał się z krzesła i zawołał oburzony:

- Ależ z generała to byk nie człowiek, po takich dawkach żadnego wrażenia!

Bawiliśmy się kapitalnie tym nieudanym eksperymentem Witkacego.

Co za ogromną siłę woli trzeba było mieć, by przerywać czasem na parę miesięcy i dłużej branie narkotyków. Właśnie tak robił Witkacy, a tego nie potrafi żaden nałogowy narkoman. [...]“

Maria z Łozińskich Łozińska Hempel, Z łańcucha wspomnień


czterdzieści i cztery

5 wrzesień 2008

“Wcześniej znałam go [prof. Wincenty Lutosławski] ze słyszenia jako wielkiego filozofa, z opowieści o jego sensacyjnym zachowaniu, o nauce jogów, o wegetarianizmie, wdychaniu prany i o eleuterii, a wreszcie o poczwórnej wstrzemięźliwości, której dawał bardzo wątpliwy przykład w gronie swych uwielbiających go adeptek. Zaciekawiało też jego małżeństwo z Hiszpanką, piękną panią Casanova, tym bardziej, że filozof twierdził, iż w rezultacie takiej hiszpańsko-polskiej kombinacji urodzi się syn, który będzie tym przepowiadanym ‘44′.”

Maria z Łozińskich Łozińska Hempel, Z łańcucha wspomnień


oko Marszałka P.

1 wrzesień 2008

“Kiedyś zrelacjonował nam Witkacy, jak trafił do Belwederu. [...]

- Gdy dostałem zamówienie na rysowanie portretów wszystkich ministrów, byłem pewny, że w pierwszym rzędzie będzie portret marszałka, jednak się omyliłem. Ale pani marszałkowa Aleksandra zechciała, bym portretował ją z dziećmi. Ucieszony poszedłem do Belwederu, mając nadzieję, że może… ale “On” właśnie wyjechał do Druskiennik. Rozmawiając w czasie pozowania, marszałkowa zapytała mnie, jakie miałem widzenia po zażyciu sławnego pejotlu. Gdy jej powiedziałem, że raz nawet widziałem marszałka, tak ją i jej asystę to zaciekawiło, że koniecznie chcieli, bym to opowiedział. Broniłem się, ale ona tak nalegała, iż opowiedziałem: ‘Widziałem marszałka siedzącego w fotelu, a nad nim stał pochylony, jak cień, jak ten zły duch – Prystor. Nagle oko marszałka zaczęło rosnąć, powiększać się i wylatywać i wreszcie, jak ten pocisk, wyleciało, wirując zapadło z ziemię, wyrywając w niej ogromny lej. Pobiegłem tam i popatrzyłem, a w leju z tego rozwalonego oka zaczęły wypełzać okropne gady, całe kłębowisko potwornych żmij…”

Maria z Łozińskich Łozińska Hempel, Z łańcucha wspomnień