W internetowym “Focusie” znalazłam tekst (kuriozalny? niesprawiedliwy? płytki? pornograficzno-polityczny? a może po prostu niedorobiony? nie mogę znaleźć odpowiedniego określenia) Artura Górskiego: Kobiety sobie radzą
“Polska Ludowa przewidziała dla kobiety rolę nadzwyczajną. Miała być damą, robotnicą, wojownikiem, a przy okazji mężczyzną. Socjalizm kochał kobiety. Z wzajemnością.” etc. Tekst opatrzony obscenicznym zdjęciem – dla koneserów.
Autor przedstawia peerelowskie kobiety (czyli kogo?) wg znanego schematu, który w polskiej publicystyce skrytykowała Agnieszka Graff, a przed nią kilka innych socjolożek w innych miejscach świata: kobiety z demoludów to niewierne patriotki, które zaprzedały się wrogiemu systemowi za parę pończoch, tabliczkę czekolady i paczkę papierosów. Za dobra konsumpcyjne pomogły uzurpatorskiemu systemowi wykastrować swoich mężczyzn. Sprostytuowały się z obcym systemem. W tekście Górskiego pięknie ilustruje tą ideologiczną przesłankę stosownie dobrane zdjęcie. Ciekawe, że podobnej reprezentacji używano np. w prawicowa lub patriotycznej retoryce niemieckiej, oskarżając Niemki o tzw. horyzontalną kolaborację z zachodnimi alianckimi okupantami po 1945 roku (pończochy, tabliczka czekolady, papierosy). Odwołał się do niej Emir Kusturica w swoim kultowym Undergroundzie (np. Marko Dren wpina czerwony goździk w uroczy tyłek prostytutki a Natalja pozuje z lufą czołgu niczym burdelowa tancerka na rurze). Bo retoryka obwiniająca kobiety o kolaborację z systemem, który uzurpował sobie rolę tzw. “prawdziwego” mężczyzny, znajdzie się we wszystkich byłych domoludach po 1989 roku. I nie chodzi tu o prawą (w całej rozpiętości), centralną (toż samo) czy lewą (z tendencją w prawo) polityczną stronę. Chodzi o populistyczny zabieg wskazanie palcem winnego, zdrajcy, przyczyny rozkładu moralnego, który umożliwił przeobrażenie ustroju społecznego. A takim idealnym kandydatem na zdrajcę jest Ewa. Kwiatek dla Ewy, więc Ewa puściła się z komunizmem. Za tabliczkę czekolady i urlopy macierzyńskie. Nie interpretuję tutaj historii, ale streszczam pewną ideologię.
Przy tej okazji przypomniał mi się mój poprzedni wpis o Pannach z Wilka Iwaszkiewicza, jedno z trofeów w kolekcji mizoginiów polskich. Utożsamienie kobiecości z konsumpcją nie jest polskim wymysłem, bo taki “genom” kulturowy kursował w świadopoglądach euro-kolonialnych od … Ewy, co pożarła jabłko i Pandory, co otworzyła puszkę. Ale w Polsce, zwłaszcza w kontekście ziemiańskiego stylu życia, ten koncept staje się naturalny… jak sama natura.
*
Tym razem przeczytałam Panny w Wilka pamiętając o tym, że Wiktor kocha swego przyjaciela i że Andrzej był najważniejszym człowiekiem w życiu Wiktora. Załamanie Wiktora, to nie jest egzystencjalny niepokój wynikły z konfrontacji ze śmiercią przyjaciela. To zmaganie się z pustką, jaka zostaje w życiu po śmierci najbliższego człowieka. Wiktor nie jedzie do Wilka po to, żeby szukać wspomnień młodości ale po to, żeby się upewnić, że nikt, a dokładniej, że żadna z bliskich mu kobiet nie była w stanie wypełnić jego życia tak, jak ukochany przyjaciel. Lato przełamuje się w Wikotrze w chwili, gdy akceptuje swoją tożsamość. W opowiadaniu Iwaszkiewicza nieobecny przyjaciel jest tak samo ważny, jak wszystkie panny z Wilka razem wzięte.
Wszystkie panny z Wilka. Wszystkie te ponętne ciała i dusze, na których Wiktor wypasa się w młodości, jak motyl na łące, naznaczone są skazą przemijania. Bo Wilko to wielka spiżarnia, nad którą czuwa wielka ochmistrzyni, Kazia. Panny, jak konfitury, bierne, apetyczne, gotowe do spożycia. Życie Wilka zamknięte w rytmie cyklów natury, systemu reprodukcji i trawienia. W Wilku rządzi porządek żeński. Zmarłą Felę zastępuje młoda Tusia, bo Wiktor z trudem dostrzega różnicę. Kobiety wszak indywidualności nie mają. W Wilku rządzi niezmienna natura kobieca. Ten porządek odrzuca jednak Wiktora z powodów “moralnych”; Wiktor domaga respektowania indywidualności (zaniedbany grób Feli), bez skutku jednak, bez nadziei na skutek. W Wilku nic się nie zmienia, z zasady, a zasada ta jednocześnie pociąga Wiktora i odpycha. W Wilku brak moralności, brak porządku ojca. Życie Wilka zamknięte pomiędzy gotowaniem, trawieniem i wydalaniem. Jedyny mężczyzna w Wilku, mąż Julci, produkuje. Masło i mleko. Na sprzedaż.
Wilko, to miejsce poza czasem, dlatego Wiktor tu przyjeżdża, aby uciec od puski po stracie ukochanego, przed przyszłością, w której brak miejsca na spiżarnię i ciepłą, karmiącą kobietę. Wilko to “babiość”, od której Wiktor uciekł w świat czynu, ideały, polityki, zmiany, wolnej woli i miłości prawdziwej do równego sobie, czyli – do innego mężczyzny. Wilko to przestrzeń liminalna, kuchnia, do której Wiktor wraca, by się nasycić i przekroczyć nowy próg życia. Powraca do spiżarni po to, żeby się utwierdzić w swoim wyborze, w tym, że nie sprzedał duszy i ciała za słoiczek konfitur.
Wiktor ogląda zdegenerowanych, słabych mężczyzn, którzy krążą nad Jolą i Julcią, jak trutnie nad królową matką i czuje do nich pogardę. Dzięki konfrontacja z porządkiem matki, z “babiością”, Wiktor odnajduje się jako mężczyzna-samotnik, mężczyzna-żołnierz, mężczyzna-z-sobą-pogodzony. Żarłoczna babiość jest negatywem, wobec którego Wiktor odbudowuje swój pozytywny auto-wizerunek, afirmuje się jako mężczyzna-który-kochał-[...] i reintegruje się.
Opublikował/a blogali
Opublikował/a blogali
Opublikował/a blogali 